Kościół w PRL i księża agenci



Widzisz wersję archiwalną wątku "Kościół w PRL i księża agenci" z forum www.wyplynnaglebie.pl/forum/





Doris - 21 Wrzesień 2006, 13:03

Temat ostatnio na czasie i dyskutowany szeroko w mediach, jako że tematy trudne są najciekawsze, proponuje dziś pochylić się nad tym problemem. Jako podłoże do dyskusji polecam przeczytać poniższe teksty, które mają być inspiracją do dyskusji.


Memoriał Episkopatu nt. współpracy duchownych

Jasna Góra, 26.08.2006

Wszelkie formy tajnej współpracy duchownych z komunistycznymi służbami bezpieczeństwa były grzechem - wynika z przyjętego 25 sierpnia na Jasnej Górze przez biskupów diecezjalnych "Memoriału Episkopatu Polski w sprawie współpracy niektórych duchownych z organami bezpieczeństwa w Polsce w latach 1944-1989". Publikujemy treść dokumentu.

Biskupi wzywają duchownych, którzy ulegli takiej współpracy do publicznego przyznania się do winy, pokuty oraz do zadośćuczynienia. Dokument określa ponadto szczegółowe zasady dotyczące postępowania wobec duchownych, którzy byli tajnymi współpracownikami SB.

Memoriał Episkopatu Polski w sprawie współpracy niektórych duchownych z organami bezpieczeństwa w Polsce w latach 1944-1989

Wprowadzenie

W ostatnim okresie, w związku z publikacjami materiałów pochodzących z archiwów Instytutu Pamięci Narodowej, jesteśmy świadkami wzmożonego zainteresowania opinii publicznej sprawą lustracji duchowieństwa polskiego. Kościół jest oskarżany o chęć ukrywania trudnej dla niego prawdy, o próbę chronienia odpowiedzialnych za współpracę ze służbami bezpieczeństwa i o zapominanie o ofiarach tejże współpracy. W konsekwencji podważany jest autorytet Kościoła, osłabiana jest jego wiarygodność. Dość łatwo zapomina się, że w czasach totalitaryzmu komunistycznego cały Kościół w Polsce stale sprzeciwiał się zniewalaniu społeczeństwa i był oazą wolności i prawdy.

Biskupi słusznie sprzeciwiają się lustracji pozbawionej jasnych zasad, gdyż może ona wyrządzić poważną krzywdę wielu uczciwym duchownym, osobom życia konsekrowanego i wiernym świeckim. Taka "dzika lustracja" niestety dokonuje się i wyrządza ogromne szkody poszczególnym osobom i całemu społeczeństwu.

Dokumentacja przechowywana w archiwach IPN odsłania część rozległych obszarów zniewalania i neutralizowania społeczeństwa polskiego przez służby bezpieczeństwa totalitarnego państwa. Nie jest to jednak pełna i jedyna dokumentacja o minionych czasach. Obok niewątpliwego zła, związanego z funkcjonowaniem aparatu inwigilacji i zniewalania, byliśmy świadkami postaw wielkiej rzeszy ludzi, w tym również ludzi Kościoła, którzy zdecydowanie sprzeciwiali się złu i mu nie ulegli. Najczęściej tego rodzaju postawy, często heroiczne, nie mają żadnej spisanej dokumentacji.

Zauważamy rażącą dysproporcję w ukazywaniu prawdy o minionej epoce: prawdy o katach i o ofiarach. Tysiące funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa łamało sumienia swoich rodaków, pełniąc haniebną służbę i otrzymując za to wynagrodzenie. Na przestrzeni lat setki tysięcy osób pełniło wysokie czy niższej rangi funkcje partyjne, utrwalając narzucony narodowi system komunistyczny. Dziś otrzymują oni za to emeryturę i są nietykalni. Natomiast "rozliczane" są ich ofiary, z których część rzeczywiście uległa represji i poszła na współpracę wyrządzając krzywdę innym, ale przede wszystkim zniewalając siebie i łamiąc własne sumienie, własną godność, własne życie.

Kościół nie boi się prawdy, ponieważ wierzy słowu Jezusa, że prawda wyzwala. Kościół nie boi się również rzetelnej lustracji, jeżeli to słowo ma oznaczać zmierzenie się z bolesną prawdą, prowadząc do oczyszczenia i pojednania. Od dwóch tysięcy lat Kościół przeciwstawia się złu w sposób ewangeliczny, który nie niszczy godności drugiego człowieka. Prawda o grzechu ma prowadzić chrześcijanina do osobistego uznania win, do skruch, do wyznania winy - nawet wyznania publicznego, jeżeli zachodzi potrzeba, a następnie do pokuty i zadośćuczynienia. Od takiej ewangelicznej drogi konfrontacji ze złem nie możemy odstąpić. W Kościele nie ma natomiast miejsca na odwet, zemstę, poniżanie człowieka, nawet jeżeli jest to człowiek grzeszny. Kościół Chrystusowy jest wspólnotą pojednania, przebaczenia i miłosierdzia. Jest w nim miejsce dla każdego grzesznika, który pragnie się nawrócić jak Piotr i pomimo słabości chce służyć sprawie Ewangelii.

W niniejszym Memoriale zamierzamy przypomnieć, jak w świetle nauki Kościoła należy oceniać współpracę niektórych duchownych z organami bezpieczeństwa państwa komunistycznego, które działały na szkodę Kościoła w latach 1944-1989. Pragniemy to uczynić zarówno z punktu widzenia teologicznego, ja i duszpasterskiego.

Nie zamierzamy jednak nikogo potępiać ani wymieniać z imienia, lecz chcemy przypomnieć zasady, które obowiązują zawsze i wszędzie wszystkich wierzących w Chrystusa i należących do Jego Kościoła. Obowiązują więc i nas, autorów Memoriału, ponieważ Boża nauka dotyczy wszystkich wierzących. Winny one pomóc zainteresowanym w ocenie siebie samych i w spojrzeniu na innych. Pragniemy wezwać wszystkich do wejścia na drogę prawdy w osądzie siebie samych i innych, gdyż tego wymaga sytuacja, w jakiej się znajdujemy, i na to oczekuje społeczeństwo.

Sama ocena faktów nie jest wydawaniem na nikogo wyroku. Wręcz przeciwnie, jest wezwaniem do wejścia na drogę nawrócenia. Jednakże bez tej oceny rozwiązanie trudnych problemów jest niemożliwe.

1. Opis sytuacji

Podejmując problem oceny współpracy niektórych duchownych z organami bezpieczeństwa, trzeba przypomnieć, że czasy, o których jest mowa, były naznaczone prześladowaniem Kościoła. Przedmiotem szczególnego zainteresowania ówczesnych władz komunistycznych było duchowieństwo diecezjalne i zakonne, bracia i siostry zakonne. Był to więc czas, w którym Bóg oczekiwał czytelnego świadectwa, jakiego w okresie prześladowania domaga się wiara. Należy wyraźnie stwierdzić, że wówczas każdy duchowny w większej lub mniejszej mierze był obserwowany przez władze, a nawet nakłaniany do współpracy. Zdecydowana większość duchowieństwa okazała się godnymi sługami Chrystusa, często płacąc za to wysoką cenę. Niektórzy z prześladowanych zapłacili nawet swoim życiem. Ich świadectwo zasługuje na uznanie ze strony ludzi, ponieważ dzięki nim budowała się nasza wiara. Takich duchownych było wielu, a nawet bardzo wielu. Za nich dziś chcemy Bogu głośno podziękować.

W wielkich akcjach zmierzających do nagłośnienia postaw ludzi słabych, należałoby w imię prawdy nagłośnić równie mocno świadectwa kapłanów, którzy mimo wielu doświadczeń zostali wierni Bogu, sumieniu i Kościołowi. Przypomnienie bohaterów tamtych czasów i docenienie ich postawy jest konieczne dla właściwej oceny całej sytuacji, jaka wówczas zaistniała. Jest to pilne zadanie, które spoczywa na każdej diecezji. Wszystkie one mają swoich bohaterów i zachowane akta dostarczą dużo materiału potrzebnego do pełnego ukazania ich bohaterstwa. Wierni czekają na to, że Kościół rzuci światło na tych bohaterów. To jest zadaniem Kościoła i jednym z ważnych wymiarów jego głoszenia królestwa Bożego na ziemi.

Mówiąc o wspaniałej postawie duchownych w czasach komunizmu, nie możemy zapomnieć o tych, którzy nie sprostali wezwaniu do wierności, podejmując mniej lub bardziej świadomą współpracę z organami bezpieczeństwa. Dokonując dziś oceny ich postaw, powinniśmy pamiętać, że tylko Bóg zna do końca okoliczności i motywy ich postępowania, i tylko On może je sprawiedliwie ocenić. Nawet oni sami nie mogą tego uczynić, bo innymi kryteriami - z punktu widzenia psychologicznego i socjologicznego - kierowali się wówczas, a innymi - ściśle obiektywnymi - muszą ocenić swe postępowanie dziś, gdy już nie istnieje żaden zewnętrzny nacisk. Bóg oczekuje od każdego z nich indywidualnie wzięcia odpowiedzialności za swoje postępowanie.

2. Ocena religijno-moralna

Punktem wyjścia do określenia zasad religijno-moralnej oceny współpracy duchownych ze służbami bezpieczeństwa PRL są wypowiedzi Biskupów polskich, zwłaszcza postanowienia 106. Konferencji Plenarnej Episkopatu Polski z dnia 24 stycznia 1968 r. Pierwszym aktem, jaki winien być uwzględniony w tej ocenie, jest ustalenie posłuszeństwa kapłanów wobec zarządzeń swego Ordynariusza. Przyrzekali je bowiem podczas święceń.

Stanowisku Kościoła wobec trudnych spraw dał wyraz papież Benedykt XVI przemawiając do kapłanów w katedrze św. Jana w Warszawie: "Podczas Wielkiego Jubileuszu Jan Paweł II wielokrotnie wzywał wiernych do pokuty za przeszłe niewierności. Wierzymy, że Kościół jest święty, ale są w nim ludzie grzeszni. Trzeba odrzucić chęć utożsamiania się jedynie z bezgrzesznymi. Jak mógłby Kościół wykluczyć ze swej wspólnoty ludzi grzesznych? To dla ich zbawienia Chrystus wcielił się, umarł i zmartwychwstał. Trzeba więc uczyć się szczerze przeżywać chrześcijańską pokutę. Praktykując ją wyznajemy własne indywidualne grzechy w łączności z innymi, wobec nich i wobec Boga. Trzeba unikać aroganckiej pozy sędziów minionych pokoleń, które żyły w innych czasach i w innych okolicznościach. Potrzeba pokornej szczerości, by nie negować grzechów przeszłości, ale tez nie rzucać lekkomyślnie oskarżeń bez rzeczywistych powodów, nie biorąc pod uwagę różnych ówczesnych uwarunkowań" (25 maja 2006).

a) Zasady ogólne

Pragniemy przypomnieć, że świadoma i dobrowolna współpraca z wrogami Kościoła i religii jest grzechem. To stwierdzenie pociąga za sobą wszystkie konsekwencje, dotyczące zarówno stopnia zła zawartego w takiej współpracy, jak i sposobu wyjścia z niej. Trzeba jeszcze dodać, że zawsze jest to grzech publiczny. Jeśli nawet nikt z wiernych o nim nie wiedział, to jednak wiedzieli pracownicy komunistycznych służb bezpieczeństwa. Bóg zaś oczekiwał, że to wobec nich zostanie złożone świadectwo wiary i prawego sumienia.

Istota zła współpracy z wrogami Kościoła polega na dobrowolnym podporządkowaniu się totalitarnej władzy i oddaniu się do jej dyspozycji. Takie podporządkowanie uderza wprost w sumienie tego, kto się podporządkowuje. Nie musi on nic innego uczynić, ale samo przyrzeczenie lojalności wobec władzy wrogo nastawionej do Kościoła i religii jest ciosem wymierzonym w jego własne sumienie. Organom bezpieczeństwa PRL wbrew pozorom nie zależało tylko na przekazywanych wiadomościach, ale na związaniu sumienia tego, kto podpisał współpracę z nimi. On nie musiał przekazać żadnej wiadomości; wystarczyło, że szedł przez życie ze świadomością zdrady, jakiej dokonał, podpisując "umowę o współpracę" z władzami niszczącymi wartości religijne i moralne.

Współpraca z wrogami Kościoła jest grzechem publicznym. Takie działanie zawsze posiada wymiar publicznego zgorszenia, choć wówczas miało miejsce w niewielkim gronie wrogów Kościoła, którzy mieli kontakt z upadłymi. Dziś po nagłośnieniu przez media staje się zgorszeniem niszczącym wiarę w sercach wielu ludzi, ponieważ tak działa mechanizm zła.

Szczególną formę tej współpracy stanowiło donosicielstwo, czyli przekazywanie wiadomości potrzebnych komunistycznym organom bezpieczeństwa celem niszczenia ludzi i środowisk. Zło donosicielstwa podcina zaufanie społeczne i na tym polega jego główna siła destrukcyjna. Ono nie buduje, lecz niszczy. Z donosicielstwa chętnie korzystają systemy totalitarne, oparte na przemocy i łamaniu praw człowieka.

Jeśli wiadomość przekazana przez donosicieli ujawnia naganne czyny drugiego człowieka, donosiciel popełnia również grzech obmowy. Takie ujawnienie zawsze niszczy dobre imię drugiego człowieka (por. Mt 18,17). Ponadto przekazana informacja może być punktem wyjścia do dalszego niszczenia tego, kto jest słaby. Jego słabość, ujawniona wrogom, zostanie wykorzystana przeciw niemu. Tak dochodzimy do wzięcia odpowiedzialności za krzywdy, jakie zostały wyrządzone innym duchownym i świeckim - na skutek tego, że donosiciel odsłaniał ich słabe strony.

Przy ocenie grzechu donosicielstwa musimy przypomnieć te elementy, które mają wpływ na moralną jakość czynu i ocenę stopnia odpowiedzialności za niego. Najważniejszym z nich jest przedmiot działania, czyli to, ku czemu czyn zmierza. W donosicielstwie ten przedmiot jest zawsze zły! Z tej racji donosicielstwa nigdy nie da się usprawiedliwić. Nigdy bowiem nie wolno zamierzać dobra przez czynienie zła, bo dobry cel nie uświęca środków. Kolejnymi czynnikami są intencja i okoliczności, których wpływ na ocenę moralną donosicielstwa jest ważny, ale nie zasadniczy.

Nietrudno zauważyć, jak bardzo skomplikowany jest mechanizm owego zła, którego doskonalenie zajęło wiele lat pracownikom służb bezpieczeństwa komunistycznego państwa. Niełatwo też uświadomić sobie, jak wielka jest skala wykroczeń tych, którzy faktycznie współpracowali z wrogami Kościoła.

Trzeba jednak ukazać wielkość zła, by dokonać moralnej oceny aktów owej współpracy.

b) Skala współpracy

Zasadniczo współpracownicy służby bezpieczeństwa dzielą się na dwie grupy. Do pierwszej grupy należą ci, którzy podpisali zobowiązanie do współpracy z organami bezpieczeństwa państwa. Druga grupę natomiast tworzą ci, którzy współpracowali faktycznie z funkcjonariuszami tych organów, bez podpisania formalnego zobowiązania. Samo podpisanie zobowiązania do współpracy, bez względu na przyczyny i motywy, jest grzechem.

Historycy, po żmudnej pracy, mogą w miarę dokładnie ustalić, ilu było takich duchownych w danej diecezji. Jest to jednak praca wymagająca wiele czasu. Nadal nie jest wiadomo, co zawiera zachowana dokumentacja, dziś przechowywana w Instytucie Pamięci Narodowej.

O złożeniu podpisu wie dobrze zainteresowany, dlatego wypieranie się podpisania aktu lojalności i współpracy jest kłamstwem, a więc złem moralnym. Wyrządzone zło staje się jeszcze większe, gdy zobowiązujący się na piśmie do współpracy realizował swoje zobowiązanie w roli tajnego informatora lub współpracownika w zdobywaniu wiadomości pożądanych przez peerelowskie lub obce służby bezpieczeństwa. Chodzi tu zwłaszcza o współpracę świadomą. Jednak nie jest wolny od odpowiedzialności za swoje czyny także ten, którego współdziałanie było tylko pozorne. Wiadomo bowiem, że każda - nawet pozornie nic nie znacząca - informacja była wykorzystywana na szkodę Kościoła.

Współpracujący faktycznie z wrogami Kościoła, bez formalnego zobowiązania, byli z reguły źródłem informacji o jego sprawach. Grzech ten obciąża ich sumienia, lecz nie zamyka drogi do naprawy. Może go zmazać wyznanie win, żal i zadośćuczynienie - jak w przypadku każdego innego grzechu. Uwzględniając społeczny wymiar grzechu i zadośćuczynienia, muszą być gotowi wziąć za to także odpowiedzialność publiczną.

Odpowiedzialność dotyczy w pierwszej kolejności wszystkich, którzy zataili swoje kontakty z funkcjonariuszami bezpieczeństwa przed swoimi przełożonymi, a zwłaszcza nie wykonywali obowiązku składania do Kurii Biskupiej szczegółowego sprawozdania o wszelkich rozmowach prowadzonych z pracownikami organów bezpieczeństwa lub milicji na spotkaniach, które były organizowane bez prawidłowych w świetle kodeksu postępowania administracyjnego urzędowych wezwań. Obowiązek taki wynikał z postanowień 106. Konferencji Plenarnej Episkopatu z 24 stycznia 1968 r.

Wszyscy współpracujący, zarówno ci, którzy podpisali zobowiązanie do współpracy, jak też współpracujący bez podpisania zobowiązania, byli wykorzystywani do różnych działań, do jakich potrzebowały ich organy bezpieczeństwa, czy to na zasadzie stałej lub okazyjnej pensji, czy też w formie np. prezentów rzeczowych, wyjazdów za granicę, pomocy w osiąganiu stanowisk, wsparcia dla kogoś z rodziny itp.

Ta grupa współpracowników dodatkowo musi być oceniana według doniosłości i liczby przekazywanych wiadomości. Inny bowiem wymiar posiadała współpraca w śledzeniu działalności w Watykanie, inny w Kurii Biskupiej, jeszcze inny w dekanacie, a inny w parafii. Inny w przypadku śledzenia życia kapłanów, a inny - życia świeckich.

Wszystkie te działania należy jeszcze dodatkowo ocenić z punktu widzenia wielkości zła, jakie było skutkiem owej współpracy. Skutki bowiem mogą dodatkowo obciążać lub w jakiejś mierze usprawiedliwiać człowieka. Jakkolwiek bowiem każda współpraca z wrogami Kościoła jest zła, to jednak nie każde działanie współpracownika musiało być złe w swych skutkach, bowiem czasem mogło być wykorzystane dla dobra innych. Niektórzy współpracownicy załatwiali pozytywne sprawy innych tylko dlatego, że mieli taką możliwość, i to też musi być uwzględnione w ocenie ich działalności. Trzeba jednak jasno podkreślić, że tego rodzaju dobro nigdy nie jest w stanie do końca usprawiedliwić człowieka, który decyduje się na współpracę.

Kolejnym punktem w moralnej ocenie współpracy jest motyw i cel, który skłonił kogoś do podpisania zobowiązania współpracy. Jedni czynili to z chęci robienia kariery lub zdobycia pieniędzy. Inni pod wpływem szantażu, a więc ze strachu. Motyw nie usprawiedliwia, ale motyw ma swój wpływ na całościową moralną ocenę czynu. Są ludzie słabi, którzy nie byli w stanie się sprzeciwić, zwłaszcza gdy ich słabości były znane pracownikom służb bezpieczeństwa. Ten rodzaj współpracowników zasługuje na dodatkowe współczucie, bo żyli oni nieustannie w atmosferze strachu, z jednej strony przed kolejną rozmową ze służbami, a z drugiej przed środowiskiem kapłańskim czy zakonnym, które najczęściej wiedziało o współpracownikach i odsuwało się od takich osób.

W ocenie moralnej trzeba uwzględnić czas trwania współpracy. Inaczej bowiem należy ocenić tego, kto współpracował przez kilka miesięcy, a inaczej tego, kto współpracował przez wiele lat. Inaczej tego, kto sam się wycofał, co zostało odnotowane albo przez same służby, albo własnoręcznie przez niego podpisane; a inaczej tego, kto do dziś się broni kolejnym kłamstwem, że nie współpracował. Inaczej jeszcze należy ocenić tych, którzy podjęli pokutę za swój grzech, a inaczej tych, którzy się szczycili swoimi znajomościami.

Szczególny wymiar zła posiadają wszystkie działania zmierzające do obsady stanowisk w instytucjach kościelnych ludźmi współpracującymi z komunistycznymi władzami PRL. Ta sprawa ujawni się bardziej w najbliższym czasie, gdy badania historyków będą w stanie przynajmniej w pewnej mierze rozliczyć decydentów.

Współpraca mogła przejawiać się także w wywieraniu wpływu na decyzje władz kościelnych zgodnie z sugestiami służb bezpieczeństwa, werbowaniu innych osób, rozsiewaniu wiadomości zniesławiających osoby duchowne i świeckie, jak też instytucje kościelne, oraz przekazywaniu informacji o podejmowanych zamierzeniach przełożonych kościelnych.

Złem było także ujawnianie funkcjonariuszom służb bezpieczeństwa bezpośrednio lub nawet pośrednio informacji o osobach świeckich zaangażowanych w życie i działalność Kościoła, choćby informacja dotyczyła tylko korzystania z posług kościelnych, jak przyjmowanie sakramentów czy zamawianie intencji mszalnych. Jeśli nawet informacje te nie wyrządziły nikomu rzeczywistej szkody, samo ich ujawnianie funkcjonariuszom organów bezpieczeństwa PRL było czynem nierozważnym, gdyż mogło narażać te osoby na różnego rodzaju szykany. Tym bardziej w wysokim stopniu naganne było rozpowszechnianie dostarczonych przez służbę bezpieczeństwa materiałów szkodliwych dla Kościoła, choć z pewnością czyny tego rodzaju dotyczyły nielicznej grupy osób.

Zwrócić należy zwłaszcza uwagę na częstotliwość kontaktów z funkcjonariuszami bezpieczeństwa, jak też na stopień poufałości. Wiadomo, że kontakty z osobami duchownymi, a zwłaszcza kontakty przyjacielskie, były dla służb bezpieczeństwa okazją do bliższego poznania nie tylko danej osoby duchownej, ale za jej pośrednictwem uzyskania informacji o innych, jak też stwarzały sposobność do poddania danej osoby duchownej celowej manipulacji.

3. Droga naprawy

Omawiana przez nas współpraca jest grzechem, dlatego wyjście z niej dokonuje się tylko przez nawrócenie. To zaś wymaga otwarcia się w prawdzie wobec Boga, wobec ludzi i wobec siebie. Proces nawrócenia z grzechów publicznych obejmuje następujące etapy:

- Grzesznik winien dobrowolnie przyznać się do grzechu wobec Boga i własnego sumienia. Musi to także uczynić wobec tych, których skrzywdził.

- Winien przeprosić tych, którym wyrządził krzywdę. Może to uczynić indywidualnie, a - jeśli krzywda została wyrządzona w danym środowisku - winien uczynić to publicznie na forum tego środowiska.

- Następnie każdy grzesznik jest zobowiązany do naprawy krzywdy tak w wymiarze materialnym, jeśli inni z tego powodu ponieśli straty, jak przede wszystkim w wymiarze duchowym. Dotyczy to naprawy zła obmowy i oszczerstwa.

- Skoro grzech jest publiczny, jego wyznanie musi mieć miejsce wobec kompetentnego przełożonego. Jest to informacja, do której przełożony posiada pełne prawo.

- Należy pamiętać, iż nawrócenie jest powrotem do Boga i otwarciem się na Jego miłosierdzie w sakramencie pokuty. Po grzechu obowiązuje pokuta na miarę grzechu. Szczególnie zaś trzeba wziąć pod uwagę wielkość publicznego zgorszenia. Zadośćuczynienie winno objawiać szczerość i głębię nawrócenia. Pismo święte wskazuje trzy drogi pokuty: modlitwę, post, jałmużnę. Pokuta może zatem dokonać się w różnych formach, jak rekolekcje, pielgrzymka, akty umartwienia i abstynencji, ofiara materialna na rzecz potrzebujących itp. Memoriał zajmuje się wymiarem religijno-pastoralnym współpracy duchownych z władzami niszczącymi Kościół, dlatego nie rozważa się sytuacji, kiedy komuś z duchownych zabraknie odwagi do przyznania się do grzechu. Wówczas winno być zastosowane prawo kanoniczne, które należy do dyscyplinarnej władzy przełożonego kościelnego.

4. Media

Omawiane w Memoriale zjawisko agenturalnej współpracy duchownych znalazło wielki rezonans społeczny wskutek nagłośnienia go w mediach. Dziennikarze winni być świadomi swej odpowiedzialności przed Bogiem i sumieniem za przekazywane informacje oraz pamiętać o niszczycielskiej sile pomówienia.

Mając do czynienia ze zgorszeniem, trzeba zrobić wszystko, na co nas stać, by uodpornić się na to niszczycielskie działanie. Pan Jezus nam powiedział, że nie da się uniknąć zgorszenia (por. Mt 18, 7). Trzeba więc wypracować taką postawę, by nie ulec zgorszeniu.

Oskarżeni niewinnie mają prawo do obrony i mogą z tego prawa korzystać. Wcześniej powinni się zastanowić, czy takie postępowanie przyniesie dobre skutki. Czasem o wiele cenniejsze jest milczące przyjęcie niesprawiedliwych zarzutów na wzór naszego Mistrza. Jezus zarówno przed Sanhedrynem, Kajfaszem, Annaszem, Piłatem, jak i Herodem zrezygnował z obrony wiedząc, że jest niewinny. Bóg zna prawdę, i dlatego dla człowieka wierzącego najważniejszy jest o sąd Boga, który jest sprawiedliwy i miłosierny.

5. Sprawa całego Kościoła w Polsce

Sprawa współpracowników duchowieństwa z władzami wrogo nastawionymi wobec Kościoła i religii, nie jest sprawą tylko jednostek, ani sprawą tylko niektórych duchownych, którzy zgodzili się na różne formy współpracy, ale dotyczy całego Kościoła katolickiego w Polsce, tak duchownych jak i świeckich. Posiada wymiar publiczny i swoimi skutkami, w jakiejś mierze dotyka każdego z nas. Odsłania jeden z grzechów, który głęboko zranił Kościół. Grzech winien być potępiony, ale grzesznicy powinni być przyjęci w przebaczającej miłości. Bóg nie chce śmierci grzesznika, ale by się nawrócił i żył (por. Ez 18, 23). Kościół nie chce śmierci grzesznika, bo wszyscy, którzy tu na ziemi tworzymy Kościół, upadamy i potrzebujemy miłosierdzia.

Ten Memoriał traktujemy jako wielkie przypomnienie znaczenia wierności Bogu i sumieniu. Sługa Boży Jan Paweł II w Liście skierowanym do kapłanów w Wielki Czwartek 1979 roku pisał: "Osobowość kapłańska musi być dla drugich wyraźnym i przejrzystym znakiem i drogowskazem. Ludzie, spośród których jesteśmy wzięci i dla których jesteśmy ustanowieni, chcą nade wszystko znajdować w nas ten znak i taki drogowskaz. I mają do tego prawo".

Zadaniem kapłanów i osób konsekrowanych jest wskazywanie wiernym drogi do nawrócenia i pokuty. Wierni, winni podobnych grzechów, pójdą za nami wiedząc, że jest to jedyna droga wiodąca do wolności. Innej drogi wyjścia z grzechu nie ma.

Wszyscy, mając świadomość własnych grzechów, winniśmy prosić Boga o łaskę nawrócenia także dla tych, którzy weszli na ścieżki misterium nieprawości. Trzeba również dziękować Miłosierdziu Bożemu za otwarte drzwi dla wszystkich czyniących pokutę.

Memoriał jest wezwaniem do oczyszczenia pamięci przez nawrócenie i pokutę, a nie przez potępianie. Jest też wezwaniem do wspólnej troski i modlitwy o to, by w życiu osobistym i społecznym, kościelnym i publicznym, zło dobrem zwyciężać.

Podpisali Biskupi diecezjalni

Jasna Góra 25 sierpnia 2006 r.



Zbrodnicza działalność Grupy "D" MSW

Warszawa, 25.07.2006

Grupa "D" była samodzielną jednostką w Departamencie IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, wyodrębnioną w latach siedemdziesiątych. Publikujemy raport KAI na ten temat.

Istnienie Grupy "D" zostało objęte tajemnicą nawet dla innych funkcjonariuszy SB, działania były nielegalne nawet z punktu widzenia prawa obowiązującego w PRL, a jej członkowie nie prowadzili żadnej szczegółowej dokumentacji podejmowanych akcji.

Właśnie z działalnością tej grupy historycy wiążą największe akty terroru wobec Kościoła, włącznie z zabójstwem ks. Jerzego Popiełuszki i innych księży.

Choć od upadku komunizmu minęło już 17 lat zbrodnicza działalność Grupy "D" nie została wyjaśniona, a jej członkowie osądzeni, choć ich nazwiska pojawiają się publicznie, np. przy okazji lustracji duchownych.

Próbę ujawnienia zbrodniczej działalność SB podjęto zaraz po wyborach 4 czerwca 1989 r. Już 17 sierpnia 1989 r. Sejm powołał Komisję Nadzwyczajną do spraw Zbadania Działań Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, na jej czele stanął Jan Maria Rokita.

Komisja ta nie miała jednak uprawnień śledczych, nie mogła gromadzić dowodów, które potem mogły zostać wykorzystane w procesie karnym, a zeznający przed nią świadkowie nie ponosili odpowiedzialności karnej. Członkowie komisji nie mieli też pełnego dostępu do dokumentów MSW. Pomimo tych trudności 26 września 1991 r. komisja przedłożyła Sejmowi sprawozdanie ze swej działalności, tzw. Raport Rokity.

Część IV tego dokumentu poświęcona jest niewyjaśnionym zgonom księży. W trakcie prac komisji poseł Rokita zwrócił się do ministra spraw wewnętrznych o powołanie specjalnej, wewnątrzresortowej jednostki, która ustaliłaby nazwiska pracowników byłego Departamentu IV MSW, mogących posiadać wiedze na temat działań operacyjnych wobec Kościoła. Jednostka ta przekazała komisji sejmowej w lutym 1991 r. raport o działalności Grupy "D", jednoznacznie wskazujący, że grupa ta prowadziła w stosunku do księży działalność przestępczą.

Dokument ten, noszący tytuł: "Informacja o działalności komórek "D" pionu IV byłej Służby Bezpieczeństwa", w wersji skróconej został włączony do części IV "Raportu Rokity". Całość "Informacji..." utajnił ówczesny minister spraw wewnętrznych Henryk Majewski. Wersja skrócona "Informacji..." wraz z całym "Raportem Rokity" jest dostępna w archiwum Sejmu.

W 1999 r. doszło do odtajnienia całego "Raportu Rokity", "Informację..." w wersji rozszerzonej, zawierającą m.in. nazwiska funkcjonariuszy Grupy "D" w centrali i komórek "D" w terenie oraz opis ich działalności, opublikował Instytut Pamięci Narodowej w Biuletynie ze stycznia 2003 r. Dane o działalności i nazwiska publikowane w tym opracowaniu pochodzą właśnie z wersji "Informacji..." opublikowanej w Biuletynie IPN.

Powstanie

Samodzielną Grupę "D" w ramach Departamentu IV MSW powołał 19 listopada 1973 r. minister spraw wewnętrznych Stanisław Kowalczyk. Podlegała bezpośrednio dyrektorowi Departamentu IV, jej zadaniem było koordynowanie i organizowanie działań dezintegracyjnych wobec Kościoła na szczeblu centralnym.

Początkowo liczyła 5 osób, a jej pierwszym szefem i twórcą był płk. Konrad Straszewski, ówczesny dyrektor Departamentu IV. Ze względu na rozszerzenie działalności dezintegracyjnej w 1977 r. została ona przekształcona w osobny Wydział VI Departamentu MSW.

W miarę rozszerzania zakresu działań zwiększał się także stan liczebny Grupy "D" i pracowników zaangażowanych w działalność dezintegracyjną. W 1977 r. K. Straszewski wnioskował o zwiększenie dla 20 województw etatów w Wydziałach IV z uwagi "na potrzebę podjęcia na szerszą skalę aktywnych i kompleksowych przedsięwzięć specjalnych mających na celu ograniczenie i likwidację politycznie negatywnych działań kleru w duszpasterstwie akademickim oraz rozwijającym się ruchu oazowym".

Wnioski te musiały być rozpatrywane pozytywnie, bowiem już w marcu 1980 r. działalność "D" była prowadzona całej Polsce, poza Warszawą na pewno w Częstochowie, Katowicach, Lesznie, Opolu, Ostrołęce, Przemyślu, Płocku, Rzeszowie, Wałbrzychu oraz Krakowie.

Po zabójstwie ks. Jerzego Popiełuszki w 1984 r. zmieniono nazwę Wydziału VI Departamentu MSW na Wydział Studiów i Analiz. Jak czytamy w "Informacji...": "Zmiany organizacyjne pionu IV wiązały się ze sprawą zabójstwa ks. J. Popiełuszki. Na podstawie rozmów z byłymi pracownikami Departamentu IV MSW można wnosić, że zmiany te miały na celu "ZAMAZANIE" poprzedniej struktury i utrudnienie ewentualnych badań działalności tego pionu". Oczywiście Wydział Studiów i Analiz prowadził dokładnie taką samą działalność jak Grupa "D".

Zadania i metody

Choć większość materiałów operacyjnych SB dotyczących działalności całego pionu IV zostało zniszczonych, jednak autorom "Informacji..." udało się ustalić jego główne cele i zadania na podstawie zachowanych dokumentów, a także rozmów i przesłuchań świadków w ramach toczących się na początku lat 90. postępowań przygotowawczych.

W pierwszym okresie do 1980 r. Grupa "D" podejmowała przede wszystkim zadania dezintegracyjne i dezinformacyjne, mające na celu osłabienie Kościoła od wewnątrz. Realizowała także zadania o charakterze przestępczym, których liczba wzrastała od początku lat 80., osiągając apogeum w październiku 1984 r. Po zabójstwie ks. Popiełuszki nastapiło wyhamowanie działań "D", a wszelkie plany tego typu przedsięwzięć zostały zniszczone.

Według "Informacji..." wśród zadań realizowanych przez komórki "D" MSW można wyróżnić m.in. pogłębianie tendencji odśrodkowych wśród duchowieństwa; osłabienie autorytetu czołowych przedstawicieli hierarchii; inspirowanie księży i wiernych do pisania listów o treści pożądanej przez władze; wysyłanie anonimowych listów oraz wykorzystanie spreparowanych informacji do osiągania założonych celów; a także rozpowszechnianie wśród kleru i aktywu działaczy świeckich wiadomości spreparowanych celem wywołania fali krytyki pracy Episkopatu.

Ponadto komórki "D" wykorzystywały osoby występujące ze stanu kapłańskiego i seminariów duchownych do kompromitowania stosunków panujących w Kościele. Opracowywały też pisma i rysunki szkalujące księży i inne osoby z nimi związane. Ważną częścią działalności "D" było inspirowanie i pogłębianie różnic oraz konfliktów między zakonami, a także tworzenie kontrolowanych przez siebie grup kontestacyjnych. Wreszcie komórki "D" tworzyły grupy przestępcze, działające np. w czasie trwania pielgrzymek, dokonujące pobić, zniszczeń, czy odurzeń środkami narkotycznymi.

Do najczęstszych metod działań dezintegracyjnych jakie stosowały komórki "D" można zaliczyć: anonimy szkalujące osoby ze środowiska kościelnego, podsycanie antagonizmów za pośrednictwem tajnych współpracowników, publikacje specjalnych pism kontrolowanych przez MSW, np. "Ancora", "Nowa Droga" czy "Forum Katolików", kolportaż ulotek, plakatów itp., czy fałszowanie materiałów pamiętnikarskich w celu szkalowania osób w nich występujących.

Do działań specjalnych należały: pobicia, uszkodzenia mienia, uprowadzenia, groźby, odurzenia, napady na mieszkania i podpalenia. Autorzy "Informacji..." nie znaleźli dowodów na przypadki zabójstw, jednak obecnie historycy zgodnie przypisują Grupie "D" i terenowym komórkom "D" zamordowani nie tylko ks. Popiełuszki, ale także wiele innych kapłanów np. Stefana Niedzielaka czy Sylwestra Zycha.

Działalność

Trudność w odkryciu prawdy o zbrodniczej działalności Grupy "D" i postawieniu przed sądem jej członków wynika ze sposobu jej funkcjonowania. Działania dezintegracyjne prowadzono z zachowaniem szczególnej konspiracji.

Polecenia dotyczące konkretnych akcji wydawał bezpośrednio dyrektor Departamentu IV. Sprawy operacyjne realizowano nie prowadząc dokumentacji przewidzianej przepisami obowiązującymi w resorcie spraw wewnętrznych. Choć Grupa "D" miała opracowany odrębny system dokumentacji operacyjnej, po realizacji zadania zebranych materiałów nie archiwizowano, lecz ulegały one zniszczeniu.

W latach 70. Wydział I Departamentu IV MSW prowadził szeroko zakrojone działania dezintegrujące wobec kard. Stefana Wyszyńskiego. Polegały one na celowym obniżaniu autorytetu Prymasa Polski w społeczeństwie oraz wśród hierarchii Kościoła rzymskokatolickiego. W tym celu wykorzystywano np. wszelkie konflikty na styku Prymas-Episkopat, Prymas-biskupi, czy Prymas-Watykan.

Z uwagi na wiek kard. Wyszyńskiego członkowie Grupy "D" próbowali doprowadzić do "walki" o sukcesję prymasowską. Np. zaplanowali wydrukowanie w jednym z poczytnych tygodników ("Polityka" lub "Perspektywy") spreparowanego artykułu-wywiadu z byłym księdzem, w którym miał on zdyskredytować postawę Prymasa i Episkopatu w społeczeństwie. Projekt artykułu został zatwierdzony przez twórcę Grupy "D" K. Straszewskiego.

Działania "D" miały także na celu osłabienie pozycji kard. Karola Wojtyły. Podejmowały je Wydziały I i VI Departamentu IV oraz Wydział IV KW MO w Krakowie. Pracownicy tych jednostek m.in. próbowali dyskredytować kard. Wojtyłę w oczach księży za pośrednictwem tajnych współpracowników, rozpowszechniając nieprawdziwą informację, że kupił on doktorat przebywając przez pewien czas na Zachodzie.

Gdy kard. Wojtyła został Papieżem, szukano dotarcia do kręgu jego przyjaciół i znajomych, aby doprowadzić do "wypracowania" sytuacji, która pozwoliłaby w jakiś sposób skompromitować go w oczach społeczeństwa polskiego i całego świata. Taki był cel spreparowanych przez Departament IV "Pamiętników" Ireny Kinaszewskiej - osoby przez wiele lat blisko związanej z kard. Wojtyłą, która będąc sekretarką "Tygodnika Powszechnego" nagrywała i dokumentowała wszystkie jego publiczne wystąpienia. Grupa "D" "opracowała" pamiętnik kobiety z wiadomościami, które miały być kompromitujące dla Jana Pawła II.

SB zaplanowała podrzucenie pamiętnika do mieszkania asystenta kościelnego "Tygodnika Powszechnego" ks. Andrzeja Bardeckiego. Później podczas rewizji przeprowadzonej w tym mieszkaniu pamiętnik miał być "znaleziony" i zarekwirowany w celu opublikowania lub innego wykorzystania operacyjnego. Przebieg prowokacji był następujący. 2 lutego 1983 r. do mieszkania ks. Andrzeja Bardeckiego przyszły dwie funkcjonariuszki SB - Barbara Borowiec i Barbara Szydłowska, które przedstawiły się jako działaczki charytatywne i pozostawiły paczkę żywnościową. Jedna z nich zajęła rozmową gospodynię księdza, a druga podrzuciła spreparowany pamiętnik. Jednak akcja nie powiodła się, nie doszło do rewizji i odnalezieniem pamiętników. Powód był prozaiczny, po podrzuceniu pamiętników członek Grupy "D" Grzegorz Piotrowski, późniejszy zabójca ks. Popiełuszki, wraz z obiema funkcjonariuszkami udał się na mocno zakrapianą alkoholem kolację, a potem wsiadł do służbowego samochodu i rozbił się na najbliższym słupie. Wobec rozgłosu, jaki ta sprawa uzyskała, szefostwo Departamentu IV lub kierownictwo MSW zdecydowało o przerwaniu całej akcji.

Przykładem działalności dezintegrującej środowisko Kościoła były ingerencje Grupy "D" w działalność zakonu oblatów. Podjęto je w 1981 r. w związku ze zbliżającą się kapitułą prowincjonalną tego zgromadzenia, na której miano wybrać nowego prowincjała. Aby doprowadzić do wyboru przełożonego pożądanego przez władze państwowe opracowano "Plan czynności operacyjnych...", w jego ramach m.in. sporządzono listy-anonimy, które wysłano do kard. Wyszyńskiego, aktualnego prowincjała i generała zakonu. Akcja doprowadziła do wyboru kandydata wytypowanego przez Służbę Bezpieczeństwa.

Innym obszarem, na którym prowadzono działania "D" były pielgrzymki do Częstochowy. Oprócz pracowników Wydziałów IV MSW z poszczególnych jednostek terenowych działała wokół pielgrzymki także specjalna grupa z Departamentu IV MSW oraz niektórych pracowników Wydziałów IV z terenu, która podejmowała działania przestępcze. Np. w 1978 r. specjalnymi środkami odurzyli oni kilku pielgrzymów.

Dezorganizowali także transport, m.in. poprzez przebijanie opon samochodów. SB-ecy kradli także pielgrzymom dowody osobiste, zanieczyszczali im śpiwory, rozpowszechniali pornografię, czy zatruwali pojemniki z napojami. W sierpniu 1982 r. na polecenie Dyrektora Departamentu MSW Zenona Płatka, kierujący działaniami specjalnymi Janusz Dróżdż, zorganizował przestępczą grupę dokonującą w Częstochowie pobić i zniszczeń. Po zakończeniu realizacji zadań specjalnych z grupą Janusza Dróżdża spotkał się Z. Płatek, który dziękował za dobrze wykonane zlecenia.

Dziełem Grupy "D" było także pobicie doktoranta Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Janusza Krupskiego. Był on jednym z założycieli i redaktorów, wydawanego na terenie Lublina w okresie stanu wojennego, kwartalnika opozycyjnego o nazwie "Spotkania". 21 stycznia 1983 r. na schodach przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie został on zatrzymany przez 3 mężczyzn, wśród których jednego rozpoznał jako znanego mu z Lublina pracownika Służby Bezpieczeństwa. Następnie został wywieziony samochodem poza Warszawę do Puszczy Kampinoskiej, w pobliże miejscowości Truskaw, gdzie kazano mu się rozebrać i położyć na ziemię. Leżącego Janusza Krupskiego i jego odzież oblano płynem żrąco-cuchnącym i pozostawiono w lesie. W wyniku oblania J. Krupski doznał oparzeń I i II stopnia.

Z ramienia Departamentu IV MSW rozpracowywaniem J. Krupskiego zajmował

się Wydział VI, a konkretnie Grzegorz Piotowski i Bohdan Kuliński. Aktywnie z nimi współpracowała Hanna Borucka, która stwierdziła, że porwaniem kierował Bohdan Kuliński, a bezpośrednimi wykonawcami byli Grzegorz Piotrowski, Waldemar Pełka oraz Ryszard Skokowski.

W ramach realizacji działań "D" pracownicy pionu IV SB w centrali i w terenie zajmowali się też pisaniem listów, których treść miała modyfikować zachowania i poglądy księży oraz wiernych. Np. na polecenie kierownictwa Departamentu IV MSW niektórzy pracownicy Wydziału VI napisali około 20 listów solidaryzujących się z treścią artykułu pt. "Czerwona Rzodkiewka", szkalujących ks. Henryka Jankowskiego z Gdańska i jego rodzinę. Artykuł ten został napisany z inspiracji KC PZPR i ukazał się w połowie 1983 r. w "Głosie Wybrzeża". Następnie został przedrukowany przez inne wydawnictwa prasowe m.in. przez "Express Wieczorny".

W celu pobudzenia i podtrzymania ruchu kontestatorskiego w łonie Kościoła rzymskokatolickiego rozszerzono na cały kraj zasięg pisma pt. "Ancora", związanego z istnieniem "polskiego centrum odnowy soborowej", a w rzeczywistości redagowanego pod ścisłą kontrolą Departamentu IV. Pismo to miało przyczynić się do tworzenia kontestatorskich grup terenowych i wytwarzania fermentu w Kościele rzymskokatolickim.

Apogeum działalności "D" wobec Kościoła był początek lat 80., a szczególnie okres Solidarności.

Wprowadzenie stanu wojennego przyniosło nasilenie najbardziej ofensywnych metod operacyjnych wobec Kościoła, m.in. podpalanie obiektów sakralnych, czy organizowanie napadów na księży, a nawet zabójstwa.

SB w sposób szczególny inwigilowało grupę ok. 100 duchownych, których oceniło jako najbardziej wrogo nastawionych do państwa. Wśród nich był m.in. ks. Jerzy Popiełuszko, którego 19 października 1984 r. zamordowali właśnie członkowie Grupy "D".

W latach 1982-89 doszło do 7 niewyjaśnionych do dziś zabójstw kapłanów: wspomnianego już ks. Popiełuszki, a także ks. Stefana Niedzielaka, ks. Sylwestra Zycha, ks. Stanisława Suchowolca, ks. Stanisława Palimąki, ks. Antoniego Kija i ks. Stanisława Kowalczyka.

Zabójstwo ks. Popiełuszki nie osłabiło antykościelnych działań służb bezpieczeństwa, wkrótce po nim minister spraw wewnętrznych gen. Czesław Kiszczak wydał zarządzenie w sprawie zakresu działań departamentu IV MSW, które przewidywało kontynuowanie ofensywy operacyjnej wobec Kościoła.

Działalność ta była prowadzona niemalże do ostatnich chwil PRL, jeszcze w 1988 r., w związku z obchodami 1000-lecia chrztu Rusi i Ukrainy, SB prowadziła intensywną pracę operacyjną w środowiskach Kościoła greckokatolickiego, rzymskokatolickiego i prawosławnego, a marcu 1989 r. planowała kolejne werbunki agentury wśród Świadków Jehowy.

Oddzielny podrozdział "Informacji..." stanowi raport o kontaktach funkcjonariuszy Departamentu IV MSW ze służbami specjalnymi innych krajów.

Wynika z niego m.in., że pracownicy Grupy "D" w okresie od 1971 do 1987 r. aż 25 razy oficjalnie wyjeżdżali do ZSRR, a pracownicy KGB gościli w Departamencie IV MSW 4 razy. Szczególnie interesujące są wyjazdy twórcy Grupy "D" Konrada Straszewskiego, który w listopadzie 1975 r. pojechał wraz z 3 współpracownikami do Moskwy, w celu podpisania wspólnego planu przedsięwzięć operacyjnych Zarządu V KGB i Departamentu IV MSW w zakresie zwalczania Kościoła rzymskokatolickiego oraz rozpracowywania Watykanu. Choć nie wiadomo dokładnie na czym miały polegać te działania operacyjne, warto zwrócić uwagę, że nasiliły się one po wyborze K. Wojtyły na Papieża.

K. Straszewski był np. w ZSRR w kwietniu 1980 r. Być może szczegóły tych kontaktów ujawni śledztwo w sprawie udziału służb bezpieczeństwa PRL w zamachu na Jana Pawła II, które wszczął pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach 12 czerwca 2006 r.

Historyk Marek Lasota z krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, który zajmuje się m.in. działaniami służb bezpieczeństwa PRL, a więc także komórek "D", wobec Karola Wojtyły w rozmowie z KAI wyraził opinię, że materiał archiwalny znajdujący się w IPN zawiera przesłanki wskazujące na związki między zamachem na Jana Pawła II z 13 maja 1981 r. a PRL-owskim Departamentem IV MSW i podległymi mu strukturami.

Pracownicy Grupy "D"

W samodzielnej Grupie "D", a później Wydziale VI w centrali w Warszawie pracowało w różnych okresach ok. 30 osób, w całym kraju liczba ta była znacznie większa bowiem działania "D" w terenie wykonywali funkcjonariusze SB w wydziałach IV komend wojewódzkich MO. Grupę "D" utworzył Konrad Straszewski, jej pierwszym kierownikiem był Zenon Płatek; kolejnymi Tadeusz Grunwald, pełniący obowiązki naczelnika do sierpnia 1982 r.; jego następcą został Grzegorz Piotrowski, który pracował na tym stanowisku do lutego 1983 r.; zastąpił go Wiesław Fenicki, lecz z uwagi na stan zdrowia jego obowiązki pełnił często Waldemar Pełka. 10 maja 1984 r. naczelnikiem został mianowany Romuald Będziak, ostatnim szefem Grupy "D" był Robert Szczepański.

Pracownikami Samodzielnej Grupy "D" lub Wydziału VI przez różne okresy byli:

* Bogdan Karlicki od lipca 1980 r. z-ca naczelnika Wydziału VI, poprzednio pełnił obowiązki z-cy naczelnika Wydziału I, gdzie był odpowiedzialny za prowadzenie działań dezintegracyjnych realizowanych przez ten Wydział. Od połowy lat 70-tych rozpoczął prace nad wydawaniem pisma o nazwie "Ancora", które redagowane było pod ścisłą kontrolą Departamentu IV. Pismo to ukazywało się do maja 1983 r. Osobami współpracującymi przy wydawaniu "Ancory" byli: Zbigniew Miściorak i Emil Stafiej.
* Waldemar Pełka to jeden z najdłużej zajmujących się dezintegracją pracowników Departamentu IV (od października 1976 roku). W swojej pracy zajmował się m.in. wydawaniem pisma "Samoobrona Wiary". Na zlecenie dyrektora Z. Płatka prowadził działania specjalne wobec ks. Henryka Jankowskiego w Gdańsku, brał też udział w porwaniu Janusza Krupskiego.
* Piotr Grosman wraz z Ludwikiem Gładychem zajmował się wydawaniem pisma "Nowa Droga". Nadzorował z ramienia Departamentu IV działalność dezintegracyjną na terenie województw: katowickiego, częstochowskiego oraz bielskiego.
* Bohdan Kuliński do września 1977 r. był pracownikiem Wydziału IV KW MO w Krakowie. Był tam oceniany jako pracownik niezrównoważony, dyspozycyjny, zdolny do wykonania każdego zadania. Do Departamentu IV został przeniesiony 1 listopada 1977 r. na wniosek K. Straszewskiego. Pracując w Wydziale VI zajmował się problemami związanymi z pielgrzymkami i ruchem oazowym. Do jego zadań należało wyselekcjonowanie odpowiednich wiekowo i dyspozycyjnych pracowników Wydziałów IV Komend Wojewódzkich szkół resortowych, którzy po przeszkoleniu w Wydziale VI Departamentu IV prowadzili pod jego kierownictwem działania specjalne w czasie trwania pielgrzymek. W sierpniu 1982 r. był w składzie przestępczej grupy dokonującej pobić i zniszczeń na terenie Częstochowy w czasie wejścia pielgrzymki do miasta. Kierował rozpracowaniem oraz porwaniem Janusza Krupskiego.
* Hanna Borucka w 1980 r. brała udział w działaniach specjalnych podczas trwania pielgrzymki pieszej do Częstochowy. Także w latach 1981-82 uczestniczyła w tego rodzaju działaniach. W listopadzie 1981 r. została przeniesiona do pracy w Wydziale VI Departamentu IV, gdzie aktywnie uczestniczyła w rozpracowaniu opozycyjnego pisma "Spotkania". W tym czasie była na etacie niejawnym.
* Janusz Dróżdż pracę w Wydziale VI rozpoczął w 1978 r., po przeniesieniu z Częstochowy. W wydziale tym pracował do 1982 r., kiedy został z-cą Naczelnika Wydziału I. Organizował i kierował działaniami specjalnymi prowadzonymi w czasie trwania pielgrzymek pieszych. W sierpniu 1982 r. z polecenia dyrektora Z. Płatka zorganizował grupę przestępczą dokonująca pobić i zniszczeń. W skład tej grupy wchodzili pracownicy Wydziału VI: Bohdan Kuliński i Ryszard Skokowski oraz pracownicy niektórych Wydziałów IV Komend Wojewódzkich. J. Dróżdż nadzorował także realizację działań operacyjno-technicznych w kilku obiektach należących do naczelnych instytucji kościelnych.
* Ryszard Skokowski pierwszy kontakt z Wydziałem VI nawiązał w 1979 r., kiedy będąc pracownikiem Wydziału IV KW MO we Włocławku brał udział w pielgrzymce pieszej do Częstochowy. Za realizację zleconych zadań został wyróżniony nagrodą pieniężną. W tym też roku w raz z m.in. pracownicą Wydziału IV KW MO w Rzeszowie i Bohdanem Kulińskim prowadził na terenie województwa nowosądeckiego działania zmierzające do dyskredytacji ks. Franciszka Blachnickiego oraz tworzącego się ruchu oazowego. Na wniosek Naczelnika Wydziału VI Departamentu IV Grzegorza Piotrowskiego 1 grudnia 1982 r. został inspektorem tego Wydziału. Do jego zadań należało rozpracowywanie kontaktów Kościoła rzymskokatolickiego z masonerią. Zadania realizowane przez R. Skokowskiego zostały poszerzone o inne działania specjalne, a w tym udział w porwaniu J. Krupskiego.
* Janusz Grzybowski był pracownikiem Wydziału VI od 1978 r., który organizował wydawanie pisma "Forum Katolików", drukowanego w drukarni MSW przy ulicy Miłobędzkiej w Warszawie. Nadzorował działalność "D" prowadzoną przez Wydział IV KW MO w Gdańsku.
* Henryk Mrowiński był jednym z pierwszych pracowników Samodzielnej Grupy "D". Problematyką dezintegracji zajmował się od 1 stycznia 1975 do maja 1978 r., kiedy to odszedł z Wydziału VI.

Ponadto w Grupie "D" lub Wydziale VI pracowali: Winicjusz Bucyk, Jan Wróbel, Waldemar Chmielewski, Ryszard Kupisz, Henryka Bogus-Zdunek - rysowała plakaty ośmieszające ks. Czesława Sadłowskiego ze Zbroszy Dużej i przepisywała artykuły do "Ancory", Bożena Krzyżewska - przepisywała artykułu do "Ancory", Wiesława Czerepińska, Beata Marszczek-Czeszak - sekretarka, Adam Barański, Jarosław Wilczyński.

Pracownicy komórki "D" w województwie krakowskim

Działalność dezintegracyjną wobec Kościoła na terenie województwa krakowskiego w latach 1973-1984 zajmowali się następujący pracownicy Wydziału IV KW MO w Krakowie:

* Kazimierz Aleksanderek działalnością "D" zajmował się już do końca lat 70. Prowadził i nadzorował te działania jako pracownik, a następnie jako kierownik sekcji i zastępcą Naczelnika Wydziału. W toku realizacji czynności wobec ks. Kazimnierza Jancarza zlecił Wydziałowi "T" (m.in. podsłuch) dokonanie rozeznania możliwości zainstalowania podsłuchu pokojowego w kościele administrowanym przez tego księdza. W ciągu swojej pracy wielokrotnie uczestniczył w naradach przygotowujących szeroko pojmowane działania dezintegracyjne, aktywnie uczestnicząc w rozpracowywaniu ks. Andrzeja Bardeckiego.
* Barbara Borowiec brała udział w działaniach podczas przygotowań do realizacji napadu na mieszkanie ks. Bardeckiego. Była bezpośrednim świadkiem rozbicia samochodu służbowego przez Grzegorza Piotrowskiego 2 lutego 1983 r.
* Barbara Szydłowska była jednym z najaktywniejszych pracowników Wydziału zajmujących się działaniami typu "D". W ramach dezintegracji Kościoła rzymskokatolickiego uczestniczyła w przygotowaniu, jak też w realizacji napadu na mieszkanie ks. Bardeckiego. Zajmowała się także ks. Adolfem Chojnackim oraz innymi dostojnikami kościelnymi na terenie Krakowa.
* Andrzej Lipiński brał czynny udział w pielgrzymkach krakowskich do Częstochowy i był bliskim współpracownikiem Bohdana Kulińskiego. Prawdopodobnie był uczestnikiem działań realizowanych przez grupę specjalną.
* Tadeusz Sułkowski realizując zadania dezintegracyjne napisał na podstawie "Monachomachii" wiersz ośmieszający kler. Pisał tez listy do Episkopatu i Kurii, mające podsycić konflikty w środowisku duchowieństwa.
* Jerzy Gądek w ramach działań "D" brał udział w pielgrzymkach do Częstochowy w latach 1983-1985.

Działalnością dezintegracyjną środowiska Kościoła rzymskokatolickiego w województwie krakowskim zajmowali się także: Józef Juszczyk, Józef Czerwiński, Tadeusz Czerwiński, Władysław Tylek, Andrzej Szwaja, Marian Skraba, Adam Wypasek, Marek Dybiński, Marek Gębka, Tadeusz Rak, Józef Dyśko, Czesław Leśkiewicz, Tadeusz Grabowski.

Pracownicy komórki "D" w Katowicach

Działalnością "D" w Katowicach zajmowała się utworzona w 1978 r. Sekcja VI Departamentu IV MSW, która działała w Wydziale IV KW MO w Katowicach. Z zachowanych dokumentów wynika, że w 1983 r. Sekcja VI liczyła 6 osób. Kierownikiem był Tadeusz Chmielewski. Osobami kierującymi i koordynującymi działania dezintegracyjne na terenie województwa katowickiego byli: Jerzy Birnbach - były naczelnik Wydziału IV w latach 1977-1983; Kazimierz Goraj - zastępca naczelnika Wydziału IV oraz Edmund Perek - zastępca Naczelnika Wydziału IV.

Na początku kwietnia 1980 r. na bazie Sekcji VI powstała nieformalna grupa specjalna pod dowództwem Edmunda Perka, która przeznaczona była do prowadzenia działań dezintegracyjnych i specjalnych ukierunkowanych przeciwko klerowi rzymskokatolickiemu i katolickiej opozycji na terenie województwa katowickiego.

Od 1980 roku w skład nieformalnej grupy specjalnej E. Perka weszli m.in. następujący pracownicy Służby Bezpieczeństwa:

* Jerzy Bojkowski w Służbie Bezpieczeństwa pracował od 1978 r. Od marca 1980 r. w Sekcji VI zajmował się prowadzeniem działań dezintegracyjnych w stosunku do kleru rzymskokatolickiego. Od tego roku wchodził w skład 3-osobowej grupy specjalnej podległej tylko E. Perkowi. W 1982 r. wszedł w skład zespołu analitycznego mającego koordynować zadania operacyjne pionu SB w zakresie rozpracowywania i likwidacji ugrupowań "antysocjalistycznych". 6 kwietnia 1985 r. poniósł śmierć w wyniku postrzelenia się z pistoletu maszynowego będącego na jego stanie.
* Ryszard Suchojad od 1976 r. pracował w Wydziale "W" (kontrola korespondencji) jako kontroler do zadań specjalnych. Po wejściu w skład grupy Wydziału IV jego głównym zadaniem jest przeglądanie korespondencji osób wskazanych przez E. Perka. Zajmował się także powielaniem ulotek i innych dokumentów dotyczących kleru rzymskokatolickiego oraz wysyłaniem ich bez pośrednictwa poczty.
* Adam Cichopek prowadził działania o charakterze specjalnym, w których osobiście brał czynny udział. Od 1 grudnia 1981 r. awansowany na stanowisko kierownika Sekcji VI Wydziału IV. W okresie gdy był kierownikiem Sekcji VI przyczynił się do usunięcia od pełnienia obowiązków diecezjalnego duszpasterza akademickiego.
* Stanisław Skręt od 1 lutego 1982 r. przeniesiony został z plutonu specjalnego ZOMO do Wydziału IV KW MO w Katowicach celem wzmocnienia grupy specjalnej. Od połowy 1982 r. pracował na stanowisku młodszego inspektora tego wydziału. Brał czynny udział w działaniach o charakterze specjalnym. W 1982 r. został wyróżniony przez Naczelnika Wydziału IV za uzyskanie wybitnych osiągnięć w działaniach specjalnych podejmowanych przez Grupę Operacyjno-Interwencyjną w Dąbrowie Górniczej.
* Jędrzej Przybylik w okresie od 1 do 15 sierpnia 1979 r. brał czynny udział w działaniach operacyjnych związanych z pielgrzymką warszawską, za co - na wniosek dyrektora Departamentu IV MSW K. Straszewskiego - został nagrodzony przez Wiceministra Spraw Wewnętrznych. Od chwili utworzenia grupy specjalnej był jedną z bardziej zaufanych osób E. Perka, wykonując zadania o charakterze specjalnym zakonspirowane nawet przed innymi członkami grupy. Równocześnie aktywnie uczestniczył w działaniach Batalionu Operacyjno-

Interwencyjnego. W uznaniu zasług w realizacji zadań od 1 grudnia 1983 r. mianowany został kierownikiem Sekcji V Wydziału IV.

* Leszek Hyla - absolwent WSO MSW w Legionowie od 1 kwietnia 1981 r. pracował na stanowisku starszego inspektora Sekcji V Wydziału III. W tym samym roku wszedł w skład grupy specjalnej dowodzonej przez E. Perka. Był wielokrotnie wyróżniany za zaangażowanie i rzetelną realizację zadań specjalnych. Swoimi działaniami doprowadził do neutralizacji działalności prowadzonej przez figurantów spraw operacyjnych.
* Edward Zegarowicz od 1981 do 1984 r. pracował w Wydziale V, a od 1984 r. do 1987 r. w Wydziale II. Mimo tego został włączony do grupy specjalnej E. Perka. Za aktywne uczestniczenie w działaniach o charakterze specjalnym na wniosek E. Perka otrzymał talon na samochód osobowy marki FIAT 126p. W czerwcu 1983 r. uczestniczył w pobiciu działaczy "Solidarności", zatrzymanych w czasie wizyty Papieża na Górze św. Anny. Był jednym z prowodyrów incydentu przed kościołem św. Piotra i Pawła w Gliwicach w 1984 r., w trakcie którego pobito kilka osób.
* Marek Leśniak jako pracownik Wydziału III w 1981 r. wszedł w skład grupy specjalnej. Wykazywał się zaangażowaniem w prowadzonych bezpośrednich działaniach specjalnych na terenie województwa katowickiego. Wyróżniony za szczególne osiągnięcia przy realizacji nałożonych zadań związanych z zabezpieczeniem pobytu Jana Pawła II w Krakowie w 1987 r. W grupie specjalnej pełnił rolę kierowcy.
* Leszek Siekański od 1 grudnia 1978 r. był pracownikiem grupy operacyjnej Wydziału IV w Tychach. W latach 1981-1983 pracownikiem Sekcji V Wydziału, a następnie Sekcji VI. Aktywnie działał w grupie dowodzonej przez E. Perka wykazując wiele inwencji i własnej

inicjatywy.

* Jerzy Paliwoda od 7 grudnia 1978 r. pracował jako inspektor grupy operacyjnej Wydziału IV w Bytomiu, a następnie w Sekcji VI Wydziału IV KW MO w Katowicach, zabezpieczając operacyjnie rozpracowanie duszpasterstwa akademickiego. Wielokrotnie wyróżniany za osiągane wyniki w pracy, w której wykazał się "bezwzględną ideowością i zaangażowaniem przy realizacji zleconych zadań". Od 16 sierpnia 1983 r. został kierownikiem Sekcji III Wydziału III-1, w której nadal był odpowiedzialny za organizację pracy operacyjnej wobec duszpasterstwa akademickiego.

Ponadto w skład nieformalnej grupy specjalnej od 1980 r. wchodzili: Andrzej Nowak, Marek Senderowicz, Marek Bielec, Jerzy Zemełka.

Inne województwa

Wydzielone komórki "D" funkcjonowały także w kilku innych województwach. Komórka w Wydziale IV KW MO w Lublinie prawdopodobnie obejmowała swoim zasięgiem teren województw tarnobrzeskiego, chełmskiego i zamojskiego. Podobną rolę o charakterze koordynacyjnym i organizacyjnym dla województw legnickiego, wałbrzyskiego i jeleniogórskiego pełniła komórka "D" funkcjonująca w Wydziale IV KW MO we Wrocławiu.

Działania dezintegracyjne prowadzone były także w Częstochowie. W niektórych województwach problematyką "D" zajmowały się inne sekcje Wydziału IV. Tak było w 1980 r. w Lesznie, Opolu, Ostrołęce, Płocku, Przemyślu i Wałbrzychu.

W marcu 2006 r. Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Warszawie powołała zespół prokuratorski do zbadania zbrodniczej działalności SB. Na czele zespołu stanął prok. Marek Klimczak. W skład zespołu wszedł m.in. prok. Andrzej Witkowski, który w lubelskim oddziale IPN prowadził śledztwo w sprawie funkcjonowania związku przestępczego w resorcie spraw wewnętrznych w latach 1956-89. Teraz jego śledztwo zostało włączone do zakresu prac zespołu warszawskiego. Prok. Klimczak powiedział KAI, że zespół ten ma także zbadać działalność Grupy "D", ujawnił przy tym, że przedmiotem analiz prokuratorskich będą informacje i wnioski sformułowane w sprawozdaniu "Komisji Rokity", jednak wymagają one procesowego potwierdzenia i prawno-karnej oceny.

Oprac. Bogumił Łoziński



oba teksty za KAI


Dejwid - 22 Czerwiec 2007, 20:00

Dużo tego i przyznam się, że nie chciało mi się czytać.
31 III byłem na promocji książki księdza Zalewskiego. Dostałem książkę z autografem, którą przeczytałem w jedną noc...
i powiem, że trudno mi było z jednej strony zrozumieć jak można było donosić.
To nie dotyczy tylko księży, ale i obywateli w ogóle...
Można tłumaczyć, że inne czasy, że inaczej się nie dało...
Owszem dało się...można było żyć w zgodzie z własnym sumieniem.
Uważam, że powinno dokonać się rozliczenia bez względu na zawód wykonywany ( o ile kapłaństwo można uznać za zawód) chodzi o jasność.
O to, żeby nie było niedomówień...
Oczywiście nie można potępiać. Nie można skreślać...W imię braterskiej miłości przebaczyć, ale nie zapominać...

Pocieszające jest jednak to, że zdecydowana większość kapłanów nie dała się złamać reżimowi...
I pamiętajmy (tu zacytuję ks. Zalewskiego) że 8,3% apostołów było zdrajcami (według statystyk taki sam odsetek kapłanów współpracował- zbieg okoliczności?)
[Muzyka] Metal vs. Kosciol
Kościół dla średnio zaawansowanych
Wolny Kościół reformowany
Ubiór do kościoła
Reklamować Kościół?
byli księża co o nich myślicie?
Jak ci Księża śpiewają!
  • taniec towarzyski kroki podstawowe
  • ostrow wlkp sklep talizman
  • centrum zarzadzania kryzysowego opole
  • 04 07 08 pomoc w tworzeniu melodi
  • dworzec autobusowy miedzymiastowy gliwice
  • zawieszenia podczas ladowania poziomow
  • mc donalds kalorie
  • siedziba inspektoratu zus krowodrza
  • zdjac simlock sagem myx
  • Zestaw wypowiedzi z for dyskusyjnych !! Indeks