Czy wierzysz w powołania ??



Widzisz wersję archiwalną wątku "Czy wierzysz w powołania ??" z forum www.wyplynnaglebie.pl/forum/





Jaśiu - 6 Czerwiec 2005, 00:21

Chciałbym znać waszą opinie na temat powołań,jeśli chodzi o mnie ja w nie wierze ...

Paulianna - 6 Czerwiec 2005, 12:43

Oczywiście,że wierze.Może nie w takie,że nagle coś mnie "kopnie" albo jak Paweł spadne z konia.Wierze w to,że Bóg pokieruje moje kroki tak,że wypełnie jego wole i odkryje moje powołanie.
Kamilo - 6 Czerwiec 2005, 13:15

ja wierze w nie jak najbardziej bo one sa taka forma bozego zakochania a nie tylko jak ktos gdzies napisal poziomu jakis enzymow w mozgu
emilius - 6 Czerwiec 2005, 16:15

Ja również wierze i uważam wręcz jestem nawet pewien że od powołania się nie ucieknie... Po prostu się nie da według mnie...

Piotr - 7 Czerwiec 2005, 21:17

Z powołaniem się nie rodzimy, ani nikt nam go "od zaraz" nie daje...
Je się cały czas w sobie odkrywa...

fred - 7 Czerwiec 2005, 21:57

Wierzę, jak najbardziej.

Lasek - 8 Czerwiec 2005, 13:41

każdy ma w życiu misje
ale łatwo wmówić sobie że nasze playn to plany Boga

Del - 8 Czerwiec 2005, 14:19

Hahaha Smieje się z niektórych powołan możecie wierzyć...
Bo jak patrze na mojego brata który pije pali (fajki i zielsko) i twierdzi ze ma powołanie aby łamac Ciało Chrystusa to przestaje wierzyć w Kościół

Piotr - 8 Czerwiec 2005, 14:29

I tak nie pojdzie do seminarium, a nawet jezeli to nie posiedzi tam dluzej niz 2 lata...
Kamilo - 8 Czerwiec 2005, 15:02

Hahaha Smieje się z niektórych powołan możecie wierzyć...
Bo jak patrze na mojego brata który pije pali (fajki i zielsko) i twierdzi ze ma powołanie aby łamac Ciało Chrystusa to przestaje wierzyć w Kościół


del to w takim wypadku nie smiejesz sie z powolania bo tego powolania prawdopodobnie nie ma... a poza tym jesli przez Wiare w kosciol rozumiesz wiare w system to pomyliles religie... boshe przeciez nie wierzymy w kosciol!

promyk - 8 Czerwiec 2005, 15:15

a ja wierze w powołanie...wierze w to, że jestem powołana aby codziennie rano wstać iśc do szkoły...jestem powołana do tego aby kochać moją rodzinę, przyjaciół...aby służyć im swoim życiem...oni również sa powołani do tego aby życ i przeżywać wszystko razem ze mną...przede wszystkim wszyscy jestesmy powołani do wolności...wolnosci dzieci Bożych...a niektórm dane jest powołanie do życia konsekrowanego... powołanie to wielki dar którego nie znajdziesz pod choinką w Wigilię....to wielki dar który musisz w sobie odkrywać, uczyć się z nim żyć, pielęgnować go....nie możesz się walnąć na wyrze do góry brzuchem i stwierdzić, że jesteś do niczego nieprzydatny, bo może akurat zaraz twoja mama cię poprosi żebyś poszedł wyrzucic śmieci...każdy jest do czegoś powołany. do wypełniania Doskonałego Bożego Planu
Młoda - 8 Czerwiec 2005, 18:58

wierze....tak mi sie wydaje na dzien dziejszy...jesli oczywiscie chodzi o powołania do zycia duchownego...o innych "powołaniach" nie zastanawiałam sie...
szymanskij - 8 Czerwiec 2005, 19:18

bardzo mocno wierze w powolania i innej opcji nie biore pod uwage kazdy bowiem w zyciu ma jakis cel i musi go zrealizowac, a ten cel i ta drgoe nadaje nam sam Bóg

jeslei juz powstal to mam takie pytanko:

czy od powolania konsekrowanego mozna uciec, czy to sie uda ?

Młoda - 8 Czerwiec 2005, 19:20


czy od powolania konsekrowanego mozna uciec, czy to sie uda ?


moim zdaniem nie uda sie
bo jakby sie czlowiek nie starałam to i tak Bóg ma dla niego plan wiec co zrobic....nic poddac mu sie

Annie83 - 8 Czerwiec 2005, 19:27

Wierzę... wierzę w powołanie...
Wierzę, ze każdy ma w swoim życiu to jedno miejsce, gdzie spełni się... powinien być...
Ze mną tak było...
Przez jakiś czas bardzo chciałam studiować pedagogikę specjalną. Bóg stwaiał na mojej drodze różnych ludzi, którzy utwierdzali mnie w przekonaniu, ze to jest to...
Potem zaczęłam myśleć o teologii srodków społęcznego rpzekazu...
Tu znó Bóg posatwił na mojej drodze sztab ludzi, ale ci zaczeli mnie odwodzić od tego zamiaru...
Uparłam się...
I co?
I oblałam jeden przedmiot na maturze:P
Mogłam go zdawać dopiero za rok w maju, więc tak przejściowo poszłam do studium informatycznego- zaocznego. Takzę moja przyjaciółka tam trafiła... Zajęcia były co drugi weekend, więc miałyśmy sporo wolnego czasu... Ola zaproponowała, zebyśmy został wolontariuszkami w PCK, ale odesłano nas z kwitkiem. Wtedy coś mnie tchnęło i zaproponowałam wolontariat w Domu Dziecka.
Udało się...
Zaprzyjaźniłyśmy się z dzieciakami, podpisałyśmy umowę z fundacją i od tamtej pory mija już dwa i pół roku. A ja zrozumiałam co jest moim powołaniem...
Jestem teraz na II roku pedagogiki specjalnejm na specjalności resocjalizacja... i wiem, zę jestem tam, dgzie powinnam...

Jak to nie wierzyć w powołanie??

Del - 8 Czerwiec 2005, 22:05

NIe wierze w Kościół chodziło mi o wiare w ludzi którzy kieruja Kościołem (kościołem jako ludzmi)
A co bedzie z nim dalej to się okarze wiem jedno nie wejde do kościoła gdy on bedzie w nim odprawiał Msze Świętą!!

aimee - 8 Czerwiec 2005, 23:48

ja wierzę w powołanie i nie mówię tu tylko o powołaniu do życia konsekrowanego, ale uważam, że kazdy z nas jest do czegoś powołany... i moim zdaniem, choć mogę się mylić jesteśmy powołani od samego początku naszego istnienia, każdy z nas powołany jest do ŻYCIA, w pełnym znaczeniu tego słowa... dalsze powołania odkrywamy sami w sobie i tylko od nas zależy co zrobimy z tym darem...
viki - 5 Listopad 2005, 17:56

Ostatnio miałam trochę wolnego czasu, sporo myślałam i postanowiłam rozpocząć temat opowołaniach. Jakie jest wasze zdanie na ten temat Czy kiedykolwiek ktoś z was o tym myślał Co sądzicie o ludziach, którzy się decydują wstąpić do zakonu czy do seminarium Z czego rezygnują decydując się na takie życie Zrezygnowali z jednego życia na rzecz innego Wiem, że oni są potrzebni, ale jak byście się czuli gdyby ktoś z waszych bliskich zdecydowałby się na to Ogólnie rzecz ujmując, proszę o wszystkie przemyślenia związane z powołaniami .
Jastrząb - 5 Listopad 2005, 18:34

Powołanie?
Co myślimy o ludziach którzy świadomie wybierają życie oddane tylko Bogu? hmmm no ciekawe ciekawe... powiem Wam ze sam 3 lata temu miałem wszystkie niezbędne dokumenty do seminarium... ale pojechałem na Lednice i wszystko się zmieniło Tam przekonałem się że to nie dla mnie ... no i nie będę księdzem mam nadzieje że zostałem powołany do życia w Rodzinie... pożyjemy zobaczymy...

viki - 5 Listopad 2005, 18:41

a co Cię dokładnie odwiodło od pójścia do semunarium a gdy się jeszcze nad tym zastanawiałeś, to byłeś szczęśliwy czy odczuwałeś pewien niepokój
Diana* - 5 Listopad 2005, 19:31

ja uważam , zę jest to największy wyraz miłości i piękno móc poświęcić swoje zycie dla Boga. Móc i umieć wyzbyć się pierwotnych instynktów,umiec je opanować. Oddać życie Chrystusowi tk jak on oddał życie za i dla nas. Podziwiam wszystkich wstępujących do zakonów i poświęcających się dla Boga.

Aha jeszcze mi sie przyppomniało. nja temat osób niepełnosprawnych-nie mogą wstąpić do Zakonów-uważam, ze to jest nie fair, bo przecież miłość do Boga jest taka sama? nie jest ani gorsza, ani lepsza-denerwuje mnie to

emilius - 5 Listopad 2005, 20:02

jak byście się czuli gdyby ktoś z waszych bliskich zdecydowałby się na to


Ja mam rodzonego brata starszego o 9 lat i on jest księdzem. Już drugi rok teraz leci... Więc co do tego już mam ukierunkowany tok myslenia. I tym bardziej jak teraz mam jeszcze większą styczność z duchownymi.. Jakoś nie mam głębszych przemyśleń na temat powołań... Jak narazie...

patrycja - 5 Listopad 2005, 20:34

chyba każdemu chodz raz w dzieciństwe przeszła przez głowę myśl bycia osobą duchowną...

w rodzinie nie mam styczności z osobami duchownymi,ale trzech moich kolegów jest w seminarium oczywiście u Ojców Oblatów--->OMI (moja parafia) jeden dopiero rozpoczął nauke na pierwszym roku w Obrze
wydaje mi sie,ze to wspaniała życiowa decyzja... wymagająca także odwagi...
wiem,ze kazdy z nich bedzie wspaniałym Misjonarzem głoszącym Słowo...

mimo iż bardzo kocham Boga itp. itd. nie było by mnie stać na taki krok... może jestem za słaba,albo moja wiara jest jeszcze za mała...

kololodz - 5 Listopad 2005, 20:48

ja też wiele razy myślałem na ten temat, jednak mi przeszło... myśl o wstąpieniu do seminarium wróciła nie tak dawno, ale chyba nic z tego nie wyjdzie... chociaż kto wie... wszystko jest możliwe... ;-) a kiedyś chciałem też wstąpić do OMI, ale we Francji...
viki - 5 Listopad 2005, 20:58

kilka razy myślałam o wstąpieniu do zakonu, ale życie w zakonie chyba nie jest dla mnie (za dużo mężczyzn na tym świecie ) poświęcenie swego życia Bogu rzeczywiście wymaga odwagi, ja gdy jeszcze myślałam o tym, to nie wiem dlaczego byłam przerażona , kilka tygodni temu podczas mszy młodziutki ksiądz zbierał na tacę (wyglądał na 20 lat ) i tak się zaczełam zastanawiać dlaczego wybrał tą drogę a nie inną
Pikusia - 5 Listopad 2005, 21:47

Powołanie hmmmm mam wujka ks i kuzyna ktory jest na 3 roku seminarium sa szczesliwi poświecili swoje zycie Bogu wiecie mnie np zastanawia czy osoba ktora nie ma powolania a robi to np z jakis innych powodow czy wytrzyma w seminarium wsumie patrzac na niektorych Ks wlasnie takie pytanie mi przychodzi do glowy ale astanawiam sie czy nie mieli powolania czy zycie ich zmienilo to wkonci wspaniala decyzja ale trudne zycie zreszta nie tylko rozpoznac powolanie do zycia duchowego jest trudne ogolnie rozpoznac swoja droge zyciowa jest trudne życie w zakonie to rowniez cos pieknego bycie Siostra zakonna szczerze podziwiam Siostrzyczki ogolnie to jestem zachwycona NAzaretankami sa super takie zywiolowe radosne i bije od nich Miłośc do drugiegi czlowieka i to jest chyba powolanie poświecenie sie Bogu i ludzia :):):):):):)
nika3005 - 5 Listopad 2005, 22:06

Mam dość dużą styczność z osobami konsekrowanymi... Mam dwóch wujków, którzy są księżmi (jeden jest Misjonarzem), od połowy września tego roku mój dobry kolega rozpoczął naukę w seminarium w Klasztorze Braci Mniejszych Kapucynów, znam wielu księży i sióstr zakonnych (szczególnie Służebniczki-niesamowite istoty!)... I wierzę, że to jest decyzja wymagająca mnóstwa odwagi i na pewno niełatwa... Podziwiam... Całym sercem. Szczególnie dlatego, że sama dużo o tym myślę, ale co będzie zobaczymy, jeszcze młoda jestem...

Nie każdy wstępujący do zakonu, klasztoru czy seminarium, kończy jako ksiądz czy zakonnica. Znam kilku facetów, którzy byli w seminarium/klasztorze.... Zrezygnowali. I z tego co opowiadają, trudniejszą decyzją było dla nich zrezygnować niż wstąpić...

Jak pisze Jerzy Liebert
"Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę..."

nieznajoma86 - 5 Listopad 2005, 22:19

Ja również mam wujka i kuzyna , którzy są ks. jak również znam kilku co są z naszą rodziną związani i dla mnie to jest piękne jak ktoś właśnie swoje życie poświęca Bogu .

jeśli chodzi o mnie to miałam jeszcze poczekać z wyjawieniem mojej tajemnicy na forum ale jeśli taki temat się pojawił to niebęde już jej ukrywać ....

już w następnym roku zamierzam wstąpić do zakonu do Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Dębickich , bardzo długo rozpoznawałam czy jest to właściwa droga bo już mija 6 lat odkąd poczułam , że chce wstąpić do zakonu , przede wszystkim jest bardzo trudno rozpoznać swoje powołanie ale trzeba się modlić i umieć się wyciszyć aby usłyszeć to co mówi Chrystus , dobrze wiem , ze droga , którą wybieram jest trudna ale wierze , że Bóg mnie przez to poprowadzi i nigdy mnie nie zostawi .

....tym samym chciałabym Was prosić o modlitwe abym wytrwała w swym powołaniu
z góry bardzo dziękuje i pozdrawiam

m@niac - 6 Listopad 2005, 00:04

a ja mysle ze zle interpretujecie powolanie.
powolanym mozna byc do zycia w rodzinie, do kaplanstwa, do zycia zakonnego lub do zycia w samotnosci.
kazde z nich jest indywidualnie najlepsze, wszystko zalezy od osoby.
rozpoznanie powolania u siebie w gruncie rzeczy polega na zastanowieniu sie w jaki sposob bede potrafil najbardziej kochac Boga. dla jednej osoby ta milosc bedzie sie przejawiala w pracy duszpasterskiej, a dla innej poprzez rodzine.
I mysle ze kazdy z osobna powinien rozwazyc powolanie w tym kontekscie.
Mi to nasunal na mysl pewien dominikanin w czasie rekolekcji powolaniowych. Istote powolania przedstawil mi dokladnie w ten sposob. I gdy bylem juz prawie pewien tego, ze chce zostawic wszystko za soba i pojsc do zakonu, te slowa strasznie zamieszaly mi w glowie. I od paru miesiecy zastanawiam sie w jaki sposob bede potrafil najbardziej Boga kochac. I do tej pory nie znalazlem satysfakcjonujacej i pelnej odpowiedzi.

Konradek - 6 Listopad 2005, 00:29

Temat jaki zostal tu poruszony jest a raczej moze kazdy z nas myślał poruszal w wlasnej glowie o jego dalszej drodze. W rodzinie czy moze jak pisze tu" nieznajoma86" o drodze prowadzacej do Boga bo choc dzisiejszy swiat stoi otworem dla ludzi chcacy podazac droga Chrystusa to jednak powolanie odgrywa tu najwazniejsza role.
A to ze sam myslalem nad klauzulowym klasztorem bo gdzieindziej indziej niewidzialem sie lecz raczej to nie dlamnie nie jest mnie to pisane raczej. Nie dlatego ze tam jest sie tylko z Bogiem.
Nie nalerzy myslec o takiej zeczy kiedy panna odejdzie ze nieznajdzie sie nastepnej nie mowie nie ale pochopnosc jak we wszystkim jest niewskazana.
Znam kolege z osiedla i poszedl w tym roku do seminarium jasne ze u nas to znaczy do Pijarow ponoc jest Mu oki.A panna niemoze sie pozbierac niby ma kogos.

emilius - 6 Listopad 2005, 11:18

kilka tygodni temu podczas mszy młodziutki ksiądz zbierał na tacę (wyglądał na 20 lat )


20 lat nie mógł mieć na pewno Bo do syminarium w przeciwnieństwie do większości zakonów trzeba mieć zdaną maturę. A wiec jeśli była jeszcze szkoła podstawowa 8 lat - to skończył ją w wieku 14/15 lat... 4 lata liceum (jeśli nie poszedł do technikum) to bedzie 18/19 lat... i 6 lat seminarium to bedzie 24/25 lat... Więc owy ksiądz musiał mieć MINIMUM 24 lata (jeśli nie był w technikum tylko w ogólniaku, i jeśli nie brał dziekanki w trakcie seminarium) Sorki, za te wywody ale patrzenie matematycznym wzrokiem (w końcu fakultet z matmy)

A jaszcze co do powołania to ja wiem jak to wszystko wyglądało dzięki mojemu bratu. Wiem, że to nie jest tylko ścisłe siedzenie i modlenie się ale mnie chyba Bóg powołuje jednak do czego innego. Chociaż wszystko się jeszcze okarze.
U mnie w rodzinie jak mój brat zaczynał seminarium to rodzina mówiła: "Ty to na pewno pójdziesz w ślady brata". Ale ja jeszcze byłem młody (około 12 lat) więc się pożądnie wypierałem. Teraz jak jestem bardziej dorosły to jakoś potrafie o tym normalnie pomyśleć.
Ale przecież np. życie w rodzinie to też powołanie i też trzeba być świadomym, dojrzałym do takiego życia...

nieznajoma86 - 6 Listopad 2005, 11:34

To prawda mówiąc o powołaniu nie można myśleć tylko o wstapieniu do seminarium czy do zakonu , trzeba również pamiętać o tym , że jest także powołanie do małżeństwa i do samotności , w dużej mierze to zależy od każdego człowieka co uważa dla siebie za najlepsze ale musi pamiętać , że Bóg i tak już dla każdego z nas drogę wybrał tylko trzeba ją dobrze rozeznać a najlepiej jest sie modlić o dobre rozeznanie drogi życiowej a wtedy napewno się wszystko rozjaśni wtym temacie ....
pozdrawiam

viki - 6 Listopad 2005, 12:56

tak, zgadzam sie z wami, że każdy został do czegoś powołany ale jak byście się czuli, gdyby ktoś, na kim wam zależało wybrał jedynie Boga nie mielibyście ochoty wyrwać go stamtąd trochęto egoistyczne myślenie (tylko o własnych uczuciach ) , ale jaka mogłaby być wasza reakcja
nieznajoma86 - 6 Listopad 2005, 13:10

Napewno na początku nie byłoby łatwo się przyzwyczaić do takiej sytuacji i napewno w jakiś sposób próbowałoby się tą osobe od tego odwieźć ale pojakimś czasie zrozumie sie , że ta osoba naprawde właściwą drogę wybrała i powinno się taką osobe wspierać modlitwą i starać się aby taka osoba wiedziała , że ma nadal wsparcie wśród najbliższych mu osób .

to jest moje zdanie i możecie się z tym zgadzać lub nie ale jak tak uważam ...
pozdrawiam

mouna - 6 Listopad 2005, 13:22

można różnie interpretować słowo "powołanie"! Tak naprawdę każdy z Nas ma swoje powołanie, jakąś misję na Tej Ziemi!! Jedni dostają Misję głoszenia Dobrej Nowiny jako osoby duchowne, inni mają misję budowania dobrej rodziny, inni to powołanie czują w samotności lub w pomaganiu innym!! najważniejsze do usłyszeć głos Boga, który nam powie do czego jesteśmy powołani!!
:)
W tym roku dwóch moich kolegów wstąpiło do seminarium a jeden poszedł do nowicjatu do Ojców Albertynów w Krakowie!! modlę się za Nich by wytrwali w tym powołaniu!! :D

Ja kiedyś bardzo poważnie myślałam o wstąpieniu do zakonu ale dorastając i coraz bardziej poznając świat przekonuję się, że życie w zakonie nie jest dla mnie!! poprostu czuję, że mam inną Misję w życiu!!

viki - 6 Listopad 2005, 13:25

tak, to jej wybór a nie nasz ale czasem człowiek niestety myśli o własnych uczuciach, a nie o uczuciach drugiej osoby i ma ochotę zrobić coś, co dla niego będzie najlepsze (w jego odczuciu ), tak natura człowieka i momentami trudno z nią walczyć
salomon - 6 Listopad 2005, 13:32

hmm, mi zawsze podobał sie zakon paulinów i pwnego razu siostra zakonna powiedziała mi na pieszej pielgrzymce ze nim zostane. Jak bedzie to sie okarze , każdy musi podjac to ważną decyzje co do powłania. Wydaje mi sie ze powiniśmy sie własnie modlic o drogę życiowa i bedzie łatwiej ją podjąć.
Biedroneczka - 6 Listopad 2005, 18:19

Od 5 lat moj wujek mowi:
-jak zobaczymy sie nastepnym razem, to dam ci namiary na karmelitanki w zakopanem, ja cie tam widze!

Jego spiewka powtarza sie za kazdym razem, jak wychodzi z mojego domu, a po namiarach w dalszym ciagu ani sladu

ps. ja sie nigdzie nie wybieram

patrycja - 6 Listopad 2005, 18:50

oj Biedroneczko "nigdy nie mów nigdy"...
jak bedzie taka wola Pana to się wybierzesz

Biedroneczka - 6 Listopad 2005, 18:57

takich czubkow w zakonie by nie chcieli za duzo robie szumu wokol siebie zero ciszyyyy
patrycja - 6 Listopad 2005, 19:01

hehehe to tak samo jak ja gdzie ja,tam duuuuzo hałasu no i nie potrafie sie skupic szybko sie rozpraszam i zajmuje się czymś innym...
Biedroneczka - 6 Listopad 2005, 19:02

jak musialam medytowac na rekolekcjach... rety, to bylo straszne. Przez godzine siedzenie cicho... straszne
patrycja - 6 Listopad 2005, 19:06

absolutnie Cię rozumiem biedactwo to musiało być dla Ciebie naprawde straszne hehehe
Biedroneczka - 6 Listopad 2005, 19:07

oj było Poprostu M.A.S.A.K.R.A.!

Wiec wiesz juz, ze sie nie nadaje

patrycja - 6 Listopad 2005, 19:15

hehehe oke Biedroneczka zostaje wykluczona z listy

P.S ale to musiało by fajnie wyglądać tzn.taka hałasująca siostrzyczka

Biedroneczka - 6 Listopad 2005, 19:16

wlaaaaaaaasnie
viki - 7 Listopad 2005, 08:58

dla mnie zakon byłby też zbyt cichym miejscem
Madzia - 7 Listopad 2005, 10:49

Ważne by powołanie do życia konsekrowanego było świadomym wyborem tego konkretnego człowieka a nie presją rodzinki. Nie ma nic gorszego niż chłopak wstępujący do seminarium bo rodzice mieli ambicje mieć syna księdza.

Tak samo życie zakonne nie powinno być ucieczką od nauki, problemów współczesnego świata. Ojciec Jan kiedyś fajnie powiedział nie pchaj sie do zakonu jak nie masz matury czy Ci się egzaminów na studia nie chciało zdawać. Tak samo nie zostaje się księdzem by mieć ustawione życie. Wszytko powinno się robić z miłość do Boga, a nie ze strachu przed życiem.

A co do tego gdy chłopak czy dziewczyna mając tę drugą połowę zdecyduje sie na życie konsekrowane. Trochę słyszałam takich historii od księży, jak to z nimi było i wiecie że w znacznym stopniu nie było żadnego dramatu. Ta druga osoba zaakceptowała wybór ze spokojem. Jeden kleryk opowiadał, że jak powiedział swojej dziewczynie to w pierwszej chwili wybuchła płaczem i wyrzuciła go z domu, ale już następnego dnia ochłonęła i potem nawet odprowadziła go pod bramę seminarium.

No i tak przy kwestii drugiej połowy nasunęła mi się myśl, że wybór drogi zakonnej czy seminaryjnej nie powinien być motywowany tym, że nie miało się chłopaka czy dziewczyny i pewnie nikt nas nie zechce. Bo miłość dla jednych przychodzi wcześnie a dla innych późno.

viki - 9 Listopad 2005, 09:45

a co sądzicie o ludziach odchodzących z zakonów, klasztorów nawet po kilku czy kilkunastu latach przebywani tam
mouna - 9 Listopad 2005, 18:03

co do pytania viki jest to ciężka decyzja dla tych ludzi!! ale powinni wiedzieć, że decyzja o wstąpieniu do zakonu czy zostanie księdzem musi być dokładnie przemyślana!! to tak jak z małżeństwem!! "co Bóg złączył niech człowiek nie waży się rozdzielać!"! tak samo jest z życiem konsekrowanym!! Ci ludzie połączyli się z Bogiem i nie powinni rozwiązywać tego supła, który świadomie kiedyś zawiązali...

to moje zdanie...
pozdrawiam

nika3005 - 9 Listopad 2005, 18:14

A ja Wam powiem moje drogie Panie że wszystkie zakonnice jakie znam są wesołe, radosne i pełne ciepła. Zawsze roześmiane i niektóre bardzo rozhukane. I za to je tak kocham - bo noszą w sobie wieczną radość ze Zmartwychwstania Pana wiadomo spokój i cisza kiedy trzeba, ale jak się bawimy to na całego!!

(To było do "dialogu" Patrycji i Biedroneczki)

Biedroneczka - 9 Listopad 2005, 20:36

Niko, ale ja tak nie bardzo teges... to jest sfera tak wysokiego poziomu wiary... Nie, to nie dla mnie... Chociaz, jak mnie Bog do siebie zawola... Kto wie?
nika3005 - 9 Listopad 2005, 21:01

Nie no Biedroneczko kochana ja bynajmniej Cię nie namawiam tylko uważam że istnieją sobie siostry zakonne które mają w sobie nieskończone pokłady energii i dobrze się mają - bo i takie zakonnice są potrzebne a jak już wspomniałaś - Bóg może nas zaprosić do siebie w każdej chwili właśnie w ten sposób... pozdrawiam cieplutko!!
m@niac - 9 Listopad 2005, 23:14

to tak jak z małżeństwem!! "co Bóg złączył niech człowiek nie waży się rozdzielać!"! tak samo jest z życiem konsekrowanym!! Ci ludzie połączyli się z Bogiem i nie powinni rozwiązywać tego supła, który świadomie kiedyś zawiązali...



z wystapieniami z zakonu bywa roznie.
sam moge podac doskonaly przyklad, moja kolezanka spedzila w ktoryms zgromadzeniu 3 lata. okazalo sie ze ma problemy ze zdrowiem (cos z kregoslupem) i nie za bardzo moze fizycznie pracowac, natychmiast kazano jej odejsc.

takie cos wydaje mi sie bardzo nie w porzadku, a znam tego typu przypadkow wiecej.
skoro jest "na dobre i na zle", to czemu w przypadku ciezkiej choroby tacy ludzie sa usuwani? zeby nie byc ciezarem dla zakonu?

zreszta osobiscie znam przypadek diecezjalny, stary schorowany ksiadz - mial przejsc na emeryture - odeslano go do domu, niech zajmuje sie nim rodzina. bo jest juz stary i niewydolny?

dziwne...

nika3005 - 9 Listopad 2005, 23:23

L33Tm45T3r.mNc! masz rację. Też znam kilka takich przypadków, jednego z moich znajomych wogóle nie przyjęli bo się okazało że gdzies tam kiedyś któryś z jego wujków był uznawany za niepoczytalnego... Przykre. Ale prawdziwe...
Julia - 10 Listopad 2005, 20:49

Rozmawiałam ostatnio na ten temat z Asią F. (Pozdro :*) Nawet nie wiedziałam, ze tu taki temat powstał. Ludzie którzy czują powołanie muszą mieć ogromną, niezachwianą wiare. To wybór na całe życie... Słyszałam, że osoby, które odchodzą z życia duchownego są traktowane jak ktoś kto nie dotrzymał obietnicy danej Bogu, nie moga przyjmowac sakramentów, wziąć ślubu kościelnego itd. a byli księża moga w nagłych wypadkach udzielić rozgrzeszenia i ostatniego namaszczenia.
Myslę, ze osoby duchowne są potrzebne, szczególnie nam, świeckim. Dla mnie są przykładem, że można być prawdziwie blisko Boga, tak go kochać, ze poświecic dla niego życie.
Ja się do zakonu nie wybieram.... Szczerze mówiąc nigdy o tym nie myślałam dlatego, że brakowałoby mi bliższych kontaktów z mężczyznami i tego wszystkiego co jest zarezerwowane dla świeckich, upadających i podnoszących się ale wierzących. Wymieniać by długo ale mam wrażenie, że gdy wstępuje się do zakonu całe życie oddaje się Bogu. Nie ma miejsca na jakieś wielkie plany, cele, marzenia... To o co duchowna osoba ma dbać to przyciąganie ludzi do Boga. A Ci ludzie mogą wybrać rozmaite zawody, osiągać różne cele... więcej rozmaitości, więcej niepewności.

Młoda - 11 Listopad 2005, 11:23

a dziś oglądałam Łomżyńską Telewizję
i reportaż z rozpoczęcia nowego roku akademickiego na Wyższym Seminarium Duchownym w Łomży im. Jana Pawła II....i co ukazało się moim oczom???
Mój kolegaaa zaczyna tam studia...niesamowite uczucie dowiedzieć się tak naglę o tym Nie pierwszy i pewnie nie ostatni mój zanjomy, który poczuł powołanie...

To jest takie wspaniałe....ze są jeszcze ludzie, którzy całe swoje życia chcą poświęcic Bogu

PS. Czasem sama mam takie myśli...ze może w tę stronę mam iść...ale przechodzą, wiec to chyba nie to...=) Zresztą Św. Monika to patronka matek:) i ja chce być mamuuusią

A na spotkaniu Ruchu Światło-Życie...brat kapucyn opowiadał nam o powołaniach...mówił...ze przed święceniami...ci którzy tam są....jeśli poczują, ze to jednak nie to...w każdej chwili mogą odejść bez jakiś odpowiedzialności za to...nikt nie będzie miał za to do nich złosci...ani żalu...:)

Madzia - 11 Listopad 2005, 12:22

Ja znam dziewczynę a w zasadzie już teraz dojrzałą kobietę, która po roku odeszła z zakonu bo wybrała nie takie zgromadzenie. Bardzo chciała pomagać biednym, chorym a jej praca została ograniczona do nauki religii. ?le się tam czuła i odeszła. Ale po czasie widać że Bóg miał wobec niej inny plan bo teraz ma fajnego męża i czworo fantastycznych dzieciaków. Więc jeśli ktoś czuje powołanie to może warto spróbować, bo Pan Bóg jeśli będzie miał inne plany to sam pokieruje.
patrycja - 13 Listopad 2005, 11:41

taaa nasz były proboszcz zrezygnował z kapłaństwa
teraz ma swoją rodzinke i w ogóle...
a takie fajne miał kazania... eh...

shhagy - 12 Grudzień 2005, 20:31

Powołanie ciekawa sprawa ale czy napewno? Jak to jest wg. Was?
salomon - 12 Grudzień 2005, 20:44

sprawa ciekawa. ale wymaga dużego zastanowienia.
zawsze można spróbować
mój katecheta kiedyś tak nam powiedział:
jak spaść to z konia
jak zgrzeszyć to z księżniczką
jak ukraść to milion
a więc wszystkiego można spróbować.

opcjachudy - 12 Grudzień 2005, 20:49

polecam:
http://forum.lednica2000.pl/viewtopic.php?t=2230
Pozdrawiam <*)))><

Akolita - 12 Grudzień 2005, 21:41

Powiem że sie nad tym zastanawiałem i wymysliłem że to nie ode mnie zalezy i zobaczymy co Bóg da. WIem tlyko że gdyby mnie chciał tylko dla siebie to musiałby ze swojje strony dać mi wiele łask i siły żebym był w stanie pójśc tą drogą.
ssylwia - 13 Grudzień 2005, 08:00

to nie ode mnie zalezy i zobaczymy co Bóg da.



Zgadzam się z Tobą.....
.....
Moim zdaniem powołanie jest wielką łaską, którą daje nam Bóg.... Jest to zaproszenie wielkiego Księcia na cudowny bal.... Trzeba porzycić wszystko albo iść za Księciem..... Pamiętam takie, może śmieszne, porównanie do powołania, mówiła nam o nim pewna Karmelitanka ..... Otórz jej zdaniem powołanie jest takim workie, ogromnym workiem, spadjącym z nieba...zrzuca go samolot, zauważamy go a potem biegniemy, biegniemy i biegniemy, żeby złapać ten worek...a jak już go załapiemy jesteśmy razem z Bogiem, np. w zakonie...

Pozdrawiam....:)

aisog - 13 Grudzień 2005, 09:46

Ja wierze w powolania. Bog powolal kazdego czlowieka, rowniez mnie. A do czego? Jeszcze nie wiem, ale wierze, ze Bog mi to objawi.
nieznajoma86 - 14 Grudzień 2005, 09:00

Jeśli chodzi o powałanie to oczywiśćie , że wierze .
Każdy człowiek juz ,gdy się urodzi ma jakąś droge wybraną przez Jezusa i nie ma człowieka , który by tej drogi nie miał . My jedynie powinniśmy starać się tą droge rozpoznać . Wiadomo , że każde powołanie jest inne , ale najtrudniej jest rozpoznać powołanie do kapłaństwa czy do zakonu , wymaga głebokiego zastanowienia i podjęcia bardzo ważnej decyzji . Osoby , które otrzymały od Jezusa tą łaske podążania za Nim są bardzo szczęśliwe , jeśli dobrze rozpoznały swoją droge. Życie z Jezusem i przy Jezusie jest wtedy łatwe , bo mimo jakich kolwiek wątpliwości czy problemów Jezus pomaga je rozwiązać . Przed głosem Jezusa nie da się ucieknąć , można jedynie to odkładać , ale Jezus czy tak zrobi swoje . Dlatego jeśli ktoś naprawde czuje , że został powołany , niech się nie boi i z radością odpowie na wezwanie Jezusa :"Pójdź za
Mną ".

pozdrawiam

KKrysia - 14 Grudzień 2005, 15:52

Powolanie....
Wiecie wydaje mi sie, ze to co robimy jest w jakims stopniu powolaniem i nie musi to byc wcale zycie konsekrowane, kazdy jest do czegos powolany. Powolanie jest tez łaska, ktora obdarzyl nas Bog i ono jak juz zostalo wspomniane zalezy wlasnie od Boga.

O powolanie trzeba sie modlic.

Znam wiele zakonnic i ksiezy i nigdy bym nie powiedziala gdybym ich nie znala ze sa tym kim sa, ale przeciez chrzescijanin musi byc radosny Sa jednym slowem ZAKRECENI jak nie jeden czlowiek Robia wiele psikusow i maja ogromne poczucie humoru

pozd :*

Sylwiaaa - 15 Grudzień 2005, 18:58

hmm myslałam, że se coś napisze, ale już wsyztsko zostało powiedziane...:(
Ale oczywiście wierze w powołania, bo każdy jest do czegoś powołany i szybciej czy póxniej Bóg mu je objawia...:)
tydzien temu u mnie w parafii były rekolekcje prowadzone przez Redemptorystów, którzy modlą sie włanśnie w sprawie powołań, mam nawet od nich bardzo ciekawą modlitwę "o odwage w powołaniu" jakby ktoś se życzył bardzo chętnie ją udostępnie

hehe masz racje KKrysiu oni wszytscy sa zakręceni nie wiem, dlaczego wśród młodzieży a nawet starszych panuje określenie, że do zakonu, czy na księży to idą osoby ciche, spokojne itp. co według mnie jest wogóle nie prawdą kiedyś tata mojej znajomej zakonnicy poiwedział, że szybciej zakonnicą zostanie ta zakręcona i roztrzepana, niż ta cicha, bo z tych spokojnych to dobrych zakonnic nie ma..."

ssylwia - 15 Grudzień 2005, 20:43

szybciej zakonnicą zostanie ta zakręcona i roztrzepana, niż ta cicha, bo z tych spokojnych to dobrych zakonnic nie ma..."



oo tak tak ja się z tym zgadzam w 100%...

Sylwiaaa - 15 Grudzień 2005, 21:48

hehe oczywiście dla Ciebie ssylwio przekaże ją osobiście
pozdrawiam :*

Margolcia - 15 Grudzień 2005, 23:43

Ja w powołania wierzę i wydaje mis się, kazdy z nas je ma te małe codzienne powołania i większe na całę życie. Co do rezygnacji, to w moim miasteczku było kilka takich sytuacji. 2 księży zrezygnowało, a siostrzyczek też było troszke bo przez wiele lat był tutaj nowicjat sióstr terezjanek. Ale każda z tych sióstr jest poprostu pozytywnie zakręcona po chrześcijańsku i jeszczelepiej. Hehe i chyba nie spodkałam takiej siostry, która by nie byłą naprawde zakręcona dzięki Jezusowi. Wogóle siostrzyczki są THE BEST hehe i kilka ziomków z AWSD z Białegostoku też
Del - 16 Grudzień 2005, 14:54

NIe wiem ja ostatnio to jestem troche zmieszany ponieważ mój brat w tym roku poszedł do seminarium i troche nie bardzo mogę się zs tym pogodzić
nieznajoma86 - 16 Grudzień 2005, 15:12

Del , ale dlaczego przecież to radość, jeśli ktoś tak bliski otrzymał od Boga taką wielką łaske . Mi się wydaje , że najbliżsi powinni tą decyzje o wybraniu takiej drogi , tylko uszanować i wspierać tą osonę wsparciem i modlitwą.
..... takie jest moje zdanie , pozdrawiam

nika3005 - 16 Grudzień 2005, 20:28

Wiesz Ewa... Ja rozumiem Dela. I uważam, że Ty też masz rację. Wszystko co powiedziałaś jest prawdą, ale być może było dla Dela zaskoczeniem, a może po prostu jak już "się stało" to jest jakaś pustka... I wiesz, Del, jeśli tak jest, to tylko po to, żeby ją Modlitwą wypełnić. Inaczej się z tym nie pogodzisz...
nieznajoma86 - 16 Grudzień 2005, 21:05

..... nika ja wiem , że najbliższym napewno nie jest łatwo sie z tym pogodzić i ja rozumiem Dela . Ale mimo wszystko trzeba się do tego przyzwyczaić . Ja wiem jednak sama po sobie , że jeśli Jezus naprawde chce , aby wybrana przez Niego osoba podążała za Nim , to nikt przed tym nie ucieknie .
KKrysia - 16 Grudzień 2005, 21:49

To naturalne zjawisko i kazdy chyba jest zaskoczony taka sytuacja, malo ktory rodzic mysli o swoim dziecku ze bedzie w zakonie czy w seminarium, oni mysla najczesciej o wnukach i sie rozczarowuja, ale jak potem widza ze ich dziecko jest szczesliwe to i oni sa szczesliwi.
A sami wiecie ze jak Najwyzszy wzywa to nie ma zmiluj Z czasem sie przyzwyczajamy do nowej sytuacji, jak do wszystkiego.

pozd :*

emilius - 16 Grudzień 2005, 22:26

NIe wiem ja ostatnio to jestem troche zmieszany ponieważ mój brat w tym roku poszedł do seminarium i troche nie bardzo mogę się zs tym pogodzić


Byłem na tym poziomie hmmm... 7 lat temu no bo mój brat wtedy właśnie był na pierwszym roku w seminarium a teraz... jest już drugi rok księdzem... a jest to brat rodzony. Ja jakoś wtedy nie panikowałem, nie byłem zmieszany, może po prostu dlatego, że miałem wtedy 10 lat... młody nie wszystko rozumie... A teraz już jestem oswojony z tą myślą i bardzo się z tego ciesze i z tego, że jest on szczęśliwy z tego co robi

Del - 19 Grudzień 2005, 15:37

Wiem i modle sie tez za niego ale chyba kazdy rozumie ze wolałbym zeby brat miał zone dzieci a ja bratanków i bratanice :P:P
kaciuomi - 22 Kwiecień 2007, 14:50

Co to jest powołanie według was. Piszczie czekam.A jeśli ktoś zainteresowany jest życiem zakonnym Misjonarzy oblatów Maryi Niepokalanej zapraszam na strony ;
www.obra.oblaci.pl albo www.oblaci.pl

krzysztof_k00 - 22 Kwiecień 2007, 17:16

Powołanie...hmm... jest to dar od Boga; droga jaką człowiek kroczy ku zbawieniu... Można wypełniać swoje powołanie w kapłaństwie, w zakonie jak i w rodzinie bądź samotności ale podstawowym powołaniem, które posiada każdy człowiek jest powołanie do bycia szczęśliwym
Krzysiek - 22 Kwiecień 2007, 20:17

Powołanie to tajemnica którą pozostawił nam Bóg do odkrycia. Każdy z nas każdego dnia zmaga się i próbuje odkryć drogę swego życia. Mamy różne drogi powołania do życia w rodzinie i do życia w stanie kapłańskim lub zakonnym. Życzę każdemu owocnego odkrywania własnego powołania.
adam_lektor - 23 Kwiecień 2007, 07:21

Dołanczam sie do przedmówcy
Agnieszka87 - 23 Kwiecień 2007, 11:35

Powołanie odnośi się do każdej dziedziny życia nawet tej najmniejszej. U mnie w szkole są nauczyciele (no może nie wszyscy) ale uwarzam, że sa oni naprawdę powołani do tej pracy są to niesamowici ludzie, dzieki którym szara szkolna codzienność nie jest taka smutna. i za to dziękuję!!!

Powolanie każdy nosi w sobie tylko trzeba je odkryć, czasami jest trudno ale warto trochę poszukać więc odwagi. coraggio

duszek - 23 Kwiecień 2007, 17:23

Ja wierzę w powołania... i nie tylko takie do zakonu czy seminarium... ale w powołania do wszystkiego... do każdej najmniejszej rzeczy...[/list]
salomon - 20 Maj 2007, 23:12

Każdy jest powołany do czegoś. Ja myślę ze do podróżowania to bym miał dobre pisane xD

zamień horror na sielankę:P

robaczek - 21 Maj 2007, 16:26

Na pewno to już było sto razy ale ja napisze od siebie. Wszyscy mamy powołanie do czegoś. Posiadamy ten ewangeliczny talent i naszym zadaniem jest go tak ulokować i tak "inwestować" żebyśmy pomnożyli ten dar. Jeden jest powołany do kapłaństwa inny do małżeństwa jeszcze inny do tego by podać pomocną dłoń schorowanej osobie
Pink Floyd - 21 Maj 2007, 16:40

Bez powołań nie byłoby Kościoła. Proste
panna_nikt - 21 Maj 2007, 16:56

Każdy jest powołany do czegoś.



np każdy jest powołany do miłości.

Kamil Bukowiecki - 5 Czerwiec 2007, 16:03

ja wierze w powolania. Bo powolaniem nie jest tylko wstapienie do seminarium czy zakonu ale takze inne ktore odkryjemy w przyszlosci.
pozdrawiam

Peggy Sue - 5 Czerwiec 2007, 16:47

To może pewien tekst piosenki ...

1. Panie, powołałeś mnie,

Panie, Ty wezwałeś mnie.

Ty pragniesz mnie posłać

Bym głosił dzieła Twe.

Ref. Dziękuje Tobie o Panie,

Dziękuje za miłość Twą.

Dziękuje za powołanie, które dałeś mi.

To będzie dla mnie szczęśliwy dzień,

Gdy włożysz na mnie swe ręce,

To ze szczęścia dusza ma śpiewa słowa te.

2. Panie, na wezwanie Twoje,

Daję Tobie serce me.

Boże, nie mogę zrozumieć,

Miłości, którą dałeś mi.

3. Panie, skąd ta hojność Twoja?

Panie, czemu właśnie ja.

Wcale nie zasłużyłem

Na miłość, którą Dałeś mi.

Adrian13 - 10 Czerwiec 2007, 14:01

Wierzę w powołania i muszę przyznać sam takie przeżywam tzn. powołanie kapłańskie. Myślcie sobie co chcecie!!! Już byłem w seminarium w Płocku na rekolekcjach, właśnie dzięki temu powołaniu. A poza tym Bóg na codzien nas powołuje np.: do związku małżeńskiego. Wszyscy Ci co nie wierzą w powołóanie niech się nie ździwią jak Pan powie IDŹ ZA MNĄ. P.S. mam pytanie czy ktoś też takie powołanie poczuł tzn do życia konsekrowanego?
Natalka - 10 Czerwiec 2007, 14:35

Jak już tu ktoś wcześniej napisał, każdy jest do czegoś powołany... to naturalna rzecz... powołanie wiąże się z odpowiedzią na wołanie - jest odpowiedzią "po wołaniu" Boga, który cały czas nas woła. Chodzi o to, aby usłyszeć to wołanie. Bo przecież jeśli Bóg nas zaprasza ku czemuś, to nie robi tego wbrew nam. On nie narzuca nam "swojej woli". Wybierając drogę naszego serca, poniekąd wypełniamy "wolę Bożą"... i tym samym to, do czego jesteśmy powołani
Gdzieś kiedyś znalazłam taki rys, który świetnie pokazuje, o co chodzi z powołaniem... A chodzi o to, że którąkolwiek drogą człowiek pójdzie a wybrał w swoim życiu Boga to i tak dotrze do tego samego celu, którym jest Przymierze z Nim... Oczywiście drogi te różnią się. Jednaj jest prosta, druga górzysta. Ale tego na początku nie da się przewidzieć. Droga którą wybraliśmy odkrywa sie przed nami dopiero wtedy, kiedy nią pójdziemy...


Krzysiek - 10 Czerwiec 2007, 19:35

Kiedyś gdy oglądałem telewizję i był program o powołaniach kapłańskich i zakonnych jeden z gości tego programu powiedział: „Powołanie jest jak autostrada, oby jak najwięcej, ale nie daj Boże przez mojej podwórko...”. Moim zdaniem powołany jest każdy człowiek tylko naszym zadaniem jest odczytać Boży zamiar względem naszej osoby.
Basia89 - 30 Sierpień 2007, 16:09

Adrian13 napisał/a:
mam pytanie czy ktoś też takie powołanie poczuł tzn do życia konsekrowanego?

ja przyznam się, że tez o tym myślę. Rozeznaję je w sobie od końca 1 klasy gimnazjum i teraz czuję je coraz mocniej. Ale ciągle nie wiem czy to jest właśnie ta droga, którą mi wyznaczył Pan.

Oczywiście, że wierzę w powołania. Każdy człowiek jest do czegoś powołany, a wszyscy jesteśmy powołani do życia w świętości. Tylko niektórzy (wybrani) otrzymują od Pana Boga dar powołania do życia kapłańskiego lub zakonnego. I to od nas zależy czy go wykorzystamy

posłana_na_żniw - 30 Sierpień 2007, 19:01

Jeśli wierzymy słowom Boga nie możemy nie wierzyć w powołanie, gdyż czytamy w Biblii:
Syr 50:7
7. Skrzywdzili go bowiem, jego, który już w łonie matki był poświęcony na proroka, aby wyrywał, tracił i niszczył, jak również budował i sadził.
(BT)
Jr 1:5
5. Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię.
(BT)
i najładniejszy fragment:
Ga 1:15
15. Gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją,
(BT)

A więc już w łonie matki Bóg powołuje ludzi. A ja na pielgrzymce przypatrywałam się swoim powołaniom i chyba już w miarę dobrze je rozeznałam. Ale pozostawiam wszystko ostatecznie Bogu, niech mnie postawi tam gdzie chce tak jak Jeremiasza, ja już uciekać nie będę.
W int.nowych licznych Powołań Kapłańskich,Zakonnych i mISYJN
Lednica - NAMIOT POWOLAń
Dzieło Pomocy powołaniom
Za powołania kapłańskie i zakonne
o liczne i dobre powolania zakonne
O powołania do Ruchu Lednickiego
Forumowe powołania...
  • bon jovi
  • lodF3wki;samsung
  • btch
  • problem duplikat nazwy wirus
  • piosenki crazy frog za darmo do sciagniecia
  • Zestaw wypowiedzi z for dyskusyjnych !! Indeks